Żołnierze Ententy pod Gallipoli/ Źródło: Wikimedia Commons

Życie w okopach podczas walk o Gallipoli

W dniach 25 kwietnia 1915 r. – 9 stycznia 1916 r. wojska Ententy toczyły zacięte walki z żołnierzami tureckimi o Półwysep Gallipoli. Nie będę się skupiał na działaniach militarnych, ale na tym jak wyglądało życie w tureckich i alianckich okopach.

Sklep Urodzeni Patrioci

W walkach brały udział oddziały brytyjskie (w tym Hindusi), australijskie, nowozelandzkie i francuskie. Ich przeciwnikiem była armia turecka, wsparta przez oficerów z niemieckiej misji wojskowej. Turcy borykali się z wieloma problemami. Żołnierze miesiącami nie dostawali żołdu. Ich mundury były stare i znoszone. Łaty w dziurawych miejscach robiono z worków na piasek. Niektórzy nie mieli butów, stopy obwiązywali sobie bandażami. Żołnierze nie byli dość dobrze wyszkoleni, ze względu na braki z amunicją. Mimo tych niesprzyjających warunków, morale tureckich żołnierzy było dość dobre.

Z kolei Brytyjczycy, Francuzi i wojska z Antypodów były dobrze wyszkolone, ale miały problemy z dostawami amunicji. Pierwszeństwo otrzymywały dywizje walczące na Froncie Zachodnim. Oddziały pod Gallipoli musiały czekać cierpliwie na swoją kolej. Turcy byli postrzegani przez wroga jako barbarzyńcy. Dowódcy Ententy nie spodziewali się, że walki na Półwyspie Gallipoli będą trwać tyle czasu i okażą się tak krwawe.

Kiedy w maju, temperatura wzrosła gwałtownie, latryny i gnijące trupy poległych zaczęły obsiadywać roje much. Latryny były to doły wykopane w ścianach okopów, bądź skrzynki z wyciętymi otworami. Wobec braku higieny i kłębiących się much, żołnierzom po obu stronach doskwierały żółtaczka i dur brzuszny. Jedną z najbardziej powszechnych chorób pod Gallipoli była czerwonka. 80 % żołnierzy ANZAC (żołnierze australijscy i nowozelandzcy) chorowało na tą przypadłość. Jak podają historycy, żołnierze biegali po 12-16 razy dziennie do latryn. Możemy sobie jedynie wyobrazić jak cierpieli z tego powodu. Muchy obsiadywały latryny, otwarte rany, a potem jedzenie które jedli zdrowi żołnierze – roznosząc choroby. Jak donosiły meldunki, o 20 000 żołnierzy uszczupliły się wojska tureckie z powodu chorób.

Żołnierze Ententy w okopach/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:World_War_I_trench_warfare_at_Gallipoli#mediaviewer/File:Soldiers_in_trench.jpg

Żołnierze Ententy w okopach/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:World_War_I_trench_warfare_at_Gallipoli#mediaviewer/File:Soldiers_in_trench.jpg

Jako że żołnierze nie posiadali papieru toaletowego więc podcierali się rękami, wycierając je następnie o trawę. Tego typu działania sprzyjały roznoszeniu się zarazków. Brzmi to dość „makabrycznie”, ale taka sytuacja miała miejsce. Bardzo osłabieni żołnierze ledwo trzymali się na nogach, zdarzały się przypadki, że w wyniku wyczerpania wpadali do latryn i tonęli we własnych ekskrementach.

Jeśli chodzi o medykamenty to sytuacja lepiej wyglądała u Aliantów, choć i oni borykali się z dużymi deficytami poszczególnych lekarstw. U Turków brakowało dosłownie wszystkiego, np. watę i bandaże, które były zużyte gotowano w roztworze sody i używano ponownie. Alianckim lekarzom i sanitariuszom doskwierały zwłaszcza braki w środkach opatrunkowych. Wielu rannych nie dostawało morfiny. Leżeli na gołej ziemi, ich ciała pokrywały muchy i inne robactwo, często prosząc, żeby ich dobić. Alianckie okręty szpitalne były przeciążone, a jeśli udało się komuś tam dotrzeć to i tak czekał w długich kolejkach. Wielu rannych zmarło na plażach, nie doczekawszy się pomocy. Jeden z żołnierzy z odstrzelonym jeżykiem i żuchwą leżał na noszach, pisząc na kartce – „Niedługo wyzdrowieję i spuszczę Turkom tęgie lanie.”

Na ziemi niczyjej, między okopami tureckimi a alianckimi leżało tysiące niepogrzebanych trupów. Jak podaje brytyjski weteran spod Gallipoli, można było przejść z jednej strony na drugą, nie dotykając przy tym ziemi. Wielu rannych podczas walk spłonęło żywcem, gdy wokół nich zapalały się krzewy i trawy, w miejscach, gdzie zostali trafieni. Przy spożywaniu posiłków, żołnierze narzekali na odór gnijących ciał. Dla wielu był on nie do zniesienia, odbierał apetyt i powodował wymioty. Pewnego razu podczas podawania zupy, do kotła wpadł młody brytyjski oficer, trafiony turecką kulą. Jak można się domyślić, tego dnia piechurzy nie spożywali obiadu.

Żołnierze tureccy pod Gallipoli/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:World_War_I_trench_warfare_at_Gallipoli#mediaviewer/File:Booty_in_the_enemy%27s_trench.jpg

Żołnierze tureccy pod Gallipoli/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:World_War_I_trench_warfare_at_Gallipoli#mediaviewer/File:Booty_in_the_enemy%27s_trench.jpg

Gdy 19 maja wojska tureckie rozpoczęły szturm na pozycje żołnierzy ANZAC-u ponieśli ogromne straty. Wokół wielkich lejów po pociskach leżały porozrywane zwłoki, rozdęte, spalone i poczerniałe. Trupy zalegały na ziemi niczyjej, co spowodowało, że 24 maja doszło do kilkugodzinnego zawieszenia broni, aby Turcy mogli pochować poległych – obu stronom groził wybuch epidemii. W trakcie żołnierze wrogich armii podawali sobie ręce, wspólnie grzebiąc poległych. W trakcie walk, żołnierze nie nadążali z grzebaniem swoich poległych towarzyszy. W niektórych miejscach sterty trupów tworzyły ściany okopów. Aby zapobiec wybuchowi epidemii, sterty trupów były oblewane benzyną i podpalane. Pod koniec maja rozpoczęły się walki pod ziemią. Obie strony konfliktu kopały tunele dążąc do zbliżenia się do okopów wroga. Następnie wysadzali je od dołu.

Nasycenie pozycji karabinami maszynowymi powodowało, że każdy atak czy to Turków, czy Aliantów kosztował setki bądź tysiące zabitych. Zdobycie kilkudziesięciu metrów terenu powodowało masakrę po obu stronach. Turcy atakowali często wzywając Allaha. „Wzięliśmy 300 jeńców – byłoby ich 3000, ale woleliśmy ich zabijać”. – pisał jeden z żołnierzy. Piechurzy piszący listy do domów byli świadomi, że kolejny dzień może być ostatnim. Wielu z nich było pogodzonych ze swoim losem, nie rozpaczali.

W przeludnionych okopach, żołnierze cierpieli z pragnienia. Wycieczka po wodę niejednorodnie była zagrożona trafieniem przez wrogiego snajpera. Niektórzy ssali kamienie, inni zwilżali usta moczem. Woda, którą im donoszono była z reguły wapnista i cuchnąca. Jednym ze sposobów na dotarcie do wody było wiercenie studni, często przy brzegu. Wydobyta w ten sposób była jednak lekko słonawa, co i tak było lepszym rozwiązaniem niż picie własnego moczu.

Dieta obu walczących stron była uboga i monotonna. Żołnierzy Ententy jedli: konserwy wołowe, boczek, herbatniki, ser i dżem, którego porcje praktycznie cały czas obsiadywały muchy. Pod wpływem wysokich temperatur, ser i konserwy nie nadawały się do spożycia. Herbatniki były z kolei tak twarde, że niejeden żołnierz łamał sobie na nich zęby. Turcy jedli głównie ryż, mieloną pszenicę oraz zupę mączną. O świeżych owocach i warzywach można było pomarzyć. Dla wielu tureckich piechurów marzeniem była miska sałatki z octem i odrobiną cukru. Wielu z nich było skrajnie wychudzonych. Ponieważ posiłki były przygotowane na tyłach, po dostarczeniu na pierwszą linię były w większości zimne.

Czas wolny oddziały przeznaczały na czyszczenie broni. rozmowy, pisanie i czytanie listów, pływanie. Ta ostatnia rozrywka była jednak niebezpieczna – kąpiący się setkami Alianci byli narażeni na ostrzał tureckiej artylerii. Pewnego dnia, pocisk zabił siedemnastu wypoczywających. Okopy, plaże, ziemianki znajdowały się bez przerwy pod ostrzałem snajperów i artylerii. Francuscy żołnierze przeprowadzili także wykopaliska archeologiczne, gdy w pobliżu ich pozycji, pocisk artyleryjski odsłonił starożytne posągi. Anglicy rozgrywali także mecze piłkarskie, które oglądali ze swoich pozycji Turcy. Podobno zakładali się oni między sobą o wyniki. Żołnierze przez cały czas musieli być w gotowości, nawet na tyłach. Wyładowywali amunicję i zapasy, dostarczali wodę, budowali okopy i umocnienia. Dla Turków, wielkim wydarzeniem było zawsze przybycie do okopów kurierów z listami z rodzinnych wiosek i miast, choć tylko 5% z nich umiało czytać i pisać.

Charakterystyczną cechą dla walk o Gallipoli było „zapoznawanie się z wrogiem”. Okopy nierzadko dzieliła odległość tylko kilkunastu metrów (najbliższa odległość to jedynie 5 metrów!!!). Żołnierze w wolnych chwilach, zamiast mordować się wzajemnie wymieniali listy, prezenty. Turcy rzucali Aliantom papierosy, otrzymując w zamian konserwy. Niektórzy wychodzili z okopów na ziemię niczyją tylko po to, żeby otrzymać prezenty. Ze wspomnień żołnierzy obu walczących stron bije szacunek do przeciwnika.

Przesłuchanie tureckich jeńców/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:World_War_I_forces_of_Britain_at_Gallipoli#mediaviewer/File:Interrogation_of_Turkish_prisoners_Cape_Helles_1915.jpg

Przesłuchanie tureckich jeńców/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:World_War_I_forces_of_Britain_at_Gallipoli#mediaviewer/File:Interrogation_of_Turkish_prisoners_Cape_Helles_1915.jpg

Jak mówią nam listy z epoki, wielu żołnierzy przeczuwając śmierć żegnało się ze swoimi druhami. Dla wielu z nich widok zabitych przyjaciół nie robił większego wrażenia. Tak, jak ich koledzy walczący we Francji, również pod Gallipoli Alianci stykali się z zaburzeniami psychicznymi. Z tego powodu po wielu załamaniach pewna ilość żołnierzy musiała być wycofana z frontu i wysłana do Egiptu bądź na Wyspy. W listach żołnierzy można dostrzec piekło i bezsens wojny: „Nie jesteśmy tymi samymi żołnierzami, którzy lądowali tu parę miesięcy temu. Teraz każdy myśli, żyje i pozwala żyć innym. Turcja dla Turków.”

Pod koniec sierpnia 1915 r. praktycznie wszystkie dywizje obu stron były zdziesiątkowane. Żołnierze Ententy, którzy przeżyli piekło Gallipoli, walcząc w późniejszym etapie I wojny światowej na Froncie Zachodnim, często porównywali natężenie tamtych walk do swoich wspomnień z Turcji. Niejednokrotnie to starcia z Turkami były uznawane za cięższe niż bitwy z Niemcami.

26 listopada na Półwysep Gallipoli uderzył potężny sztorm. Woda zalała okopy, wielu brytyjskich żołnierzy utonęło. Następnego dnia nastały mrozy. Do końca walk, 16 000 alianckich żołnierzy ewakuowano z powodu odmrożeń. Około 300 zmarło z zimna. List jednego ze zrozpaczonych tureckich żołnierzy: „Mam 21 lat, ale moje włosy i broda są już siwe, twarz jest poorana, a ciało gnije. Nie dam rady znosić tego dłużej.” – pisał porucznik Ehmet Fasik.

Walki o Gallipoli kosztowały obie strony ponad 120 000 zabitych i ponad 250 000 rannych. Wiele zwłok zostało odnalezionych dopiero po latach.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty