Bitwa w Ardenach – rozpoczęcie operacji „Wacht am Rhein”

16 grudnia 1944 roku trzy niemieckie armie ruszyły do ofensywy w Ardenach, rozpoczynając jedną z kluczowych bitew kampanii na zachodzie w czasie II Wojny Światowej. Z okazji rocznicy tego wydarzenia warto przyjrzeć się jego przyczynom i przebiegowi oraz, co może najważniejsze – skutkom, zarówno tym dotyczącym wojny przeciwko III Rzeszy, jak i stosunkom między krajami sojuszniczymi.

Przyczyny i plany

Ofensywa w Ardenach była ostatnią podjętą przez Niemcy próbą zmiany biegu wojny na zachodzie poprzez pobicie wojsk Aliantów i zmuszenie ich do separatystycznego pokoju. Plan tego, jak się obecnie wydaje skazanego na porażkę przedsięwzięcia, zakładał atak z zaskoczenia w trudnym ardeńskim terenie, przebicie się do Mozy i zdobycie przyczółków na niej, a następnie atak w kierunku Antwerpii. Ruch taki odłączyłby siły brytyjskie (2. armia brytyjska, 1. armia kanadyjska) od wojsk amerykańskich i pozwoliłby na ich zniszczenie.

Niemiecki plan ofensywy od początku posiadał szereg wad, jako że opierał się w dużej mierze na pewnego rodzaju myśleniu życzeniowym. Mniemano, że uda się osiągnąć całkowite zaskoczenie, jesienno – zimowa aura uziemi dominujące w powietrzu amerykańskie lotnictwo, a braki w zaopatrzeniu – głównie w paliwo – będzie można uzupełnić zdobywając składy nieprzyjaciela. Co typowe dla hitlerowskich decydentów z końcowego okresu wojny, liczono na uzyskanie przewagi taktycznej dzięki teoretycznie prawie niezniszczalnym maszynom bojowym – w tym wypadku kluczowe jednostki mające prowadzić natarcie zostały wyekwipowane w czołgi typu Tygrys II. Jak się okazało, część powyższych założeń została spełniona, jednak w skali zbyt małej, by można było myśleć o jakimkolwiek sukcesie.

Na korzyść Niemców przemawiał fakt, iż Amerykanie nie spodziewali się ataku, zwłaszcza w trudnym do prowadzenia działań rejonie Ardenów. 1. Armia USA używała biegnącej tam linii frontu jako miejsca, gdzie rzucano dywizje przetrzebione po walkach w Lesie Hurtgen, a także jako pewnego rodzaju poligonu doświadczalnego dla całkiem „zielonych” jednostek – znalazła się tam bodajże najbardziej pechowa z nich, 106. Dywizja Piechoty. Ogólnie rzecz biorąc, Alianci, po tym jak licznie przeprowadzane przez nich od września operacje nie przyniosły skutku w postaci przełamania linii Wału Zachodniego i wtargnięcia do Niemiec, liczyli na spokojną zimę, podczas której będzie można ustabilizować sytuację zaopatrzeniową przed kampanią wiosenną. Niemcy pragnęli utrzymać ich w tym przekonaniu. Ofensywie w Ardenach nadano kryptonim „Wacht Am Rhein” („Straż na Renie”). Nawiązywał on do słów znanej patriotycznej pieśni niemieckiej, jednocześnie przywodząc na myśl działania o charakterze defensywnym.

Głównodowodzący na zachodzie feldmarszałek von Rundstedt skierował do ataku siły Grupy Armii „B” Modela w składzie (z południa na północ) – 7. Armia gen. Brandenbergera, 5. Armia Pancerna gen. von Manteuffela, 6. Armia Pancerna gen. Diettricha. Siły te zajmowały front rozciągający się mniej więcej od północnej granicy Luksemburga do niemieckiego miasta Monschau. Główne uderzenie miały przeprowadzić dwie armie pancerne, natomiast formacja Brandenbergera, zdecydowanie najsłabsza, pełniła rolę pomocniczą. Naprzeciwko stały jednostki 1. Armii gen. Hodgesa z 12. Grupy Armii pod dowództwem Bradleya.

Bitwa

Niemiecki plan operacji "Wacht am Rhein" / Źródło: Wikimedia

Niemiecki plan operacji „Wacht am Rhein” / Źródło: Wikimedia

Niemcy rozpoczęli natarcie rankiem 16 grudnia 1944 roku i po przygotowaniu artyleryjskim wdarli się w amerykańskie pozycje. Dla Aliantów atak nieprzyjaciela istotnie okazał się dużym zaskoczeniem – pojawiały się pierwsze oznaki paniki, część dowódców natomiast nie dawała wiary plotkom o ofensywie na tak wielką skalę – dopiero kolejne dni pozwalały na zrozumienie całości sytuacji. Jednocześnie niemiecki harmonogram od początku musiał ulegać korektom, jako że w wielu miejscach niewielkie amerykańskie oddziały broniły dostępu do ważnych punktów, opóźniając marsz wroga o cenne w takiej sytuacji godziny.

Atakująca na południu 7. Armia Brandenbergera napotkała na twardy opór obrońców i bardzo szybko zakończyła działania ofensywne, przy skromnych zdobyczach terytorialnych. Jednocześnie formacja ta nie posiadała jednostek mogących przełamać impas. Składała się głównie z drugorzędnych dywizji, nie posiadała także czołgów – jej jedynym wsparciem pancernym były niespecjalnie skuteczne w prowadzeniu szybkich działań działa szturmowe.

5. Armia Manteuffela, korzystając ze znacznie większej siły swoich jednostek, uzyskała daleko większe sukcesy, jednakże nie decydujące. Jej powstrzymywane w ciężkich bojach jednostki przegrały wyścig z czasem i z Amerykanami, którzy uruchomili swoje rezerwy. Korzystając z dominacji w powietrzu i ogromnej ilości środków transportowych, rozpoczęli przerzucanie odwodów na zagrożone odcinki. Najbardziej znanym epizodem tego fragmentu bitwy jest przybycie 101. Dywizji Powietrzno – Desantowej do Bastogne. Razem z jednostkami towarzyszącymi broniła ona tego ważnego węzła drogowego przed przeważającymi wojskami niemieckimi w dniach 19 – 26 grudnia, kiedy to nadeszła odsiecz.

Zrzut zaopatrzenia dla Bastogne / Źródło: Wikimedia

Zrzut zaopatrzenia dla Bastogne / Źródło: Wikimedia

Północna część 5. Armii Pancernej również odnosiła tylko pobieżne sukcesy. Największym było zapewne rozbicie wymienionej powyżej, niedoświadczonej 106. Dywizji Piechoty. Zanim dwa jej regimenty złożyły broń, zdołały powstrzymać na pewien czas niemiecki atak, co, patrząc z perspektywy czasu, było wtedy najważniejsze. Punktem wokół którego skupiła się obrona wielu amerykańskich jednostek stało się miasto St. Vith. Padło ono 21 grudnia – do tego czasu długotrwałe i żmudne starcia wycieńczyły 5. Armię i wkrótce musiała ona przejść do defensywy.

Elitarna 6. Armia Pancerna Dietticha zaatakowała na północnym odcinku frontu. Rolę szpicy pełniła w niej Grupa Bojowa (Kampfgruppe) pod dowództwem Johanna Peipera. Wykorzystywała ona powstałe wyłomy i siała panikę na tyłach Amerykanów, korzystając z pomocy działających na tyłach wroga dywersantów. Dzięki swoim ciężkim czołgom odniosła kilka sporych sukcesów, zapisała się także negatywnie w historii przez udział w tzw. „masakrze w Malmedy”. Peiper dotarł stosunkowo daleko na zachód, ale wciąż był daleko od osiągnięcia Mozy, natomiast fakt, że zostawił sojusznicze oddziały daleko w tyle, wkrótce doprowadził do okrążenia jego grupy. 23 grudnia żołnierze zostali zmuszeni do pozostawienia na pastwę losu czołgów, innych pojazdów i całego ciężkiego sprzętu. Odyseja Peipera, burzliwa, ale w gruncie rzeczy krótka, dobiegła końca w charakterze całkowitej klęski.

Reszta 6. Armii Pancernej nie sprostała postawionemu przed nią zadaniu. Na skrajnym północnym skrzydle, wykrwawiła się ona podczas ataków na amerykańskie pozycje biegnące tzw. grzbietem Elsenborn. Rejon Elsenborn, mniej znany od Bastogne, czy St. Vith, w równie wielkim stopniu przyczynił się do zatrzymania niemieckiej ofensywy, w czym miała udział głównie doświadczona amerykańska piechota.

Nieco ponad tydzień trwały niemieckie działania ofensywne w Ardenach. Nie osiągnięto celów, ale daleko było do końca bitwy. Zaszły również poważne zmiany w alianckim dowództwie.

Charakterystyka bitwy w Ardenach

Teren Ardenów, zajmujący głównie południowy skrawek Belgii, jest zdominowany przez gęsto zalesione wzgórza, poprzecinane wąwozami. Marsz wojsk i manewrowanie musiało być wykonywane na wąskich, górskich drogach. Niewielkie miejscowości oraz mosty i skrzyżowania pełniły w tym rejonie jeszcze większą rolę niż zwykle. Obydwu stronom przeszkadzała pogoda. Aura bardziej jesienna, jaka panowała w chwili rozpoczęcia niemieckiej ofensywy, charakteryzowała się typowymi dla tej części Europy deszczami i wszechobecnym błotem. Około 20 grudnia nastąpiła zmiana pogody na zimową – temperatura spadała do kilkunastu stopni poniżej zera, a w połączeniu z dużą wilgotnością, powodowało to skrajnie niekorzystne warunki do prowadzenia wojny, kojarzone do tej pory głównie z frontem wschodnim. Z tych wszystkich powodów koordynowanie działań było bardzo utrudnione, ciężar walk spoczywał po obydwu stronach na niewielkich oddziałach piechoty mogących poruszać się przez lasy. Amerykańskie lotnictwo nie zawsze było uziemione, ale w porównaniu do wcześniejszych kampanii, jego działanie nie było tak dominujące. Niemieckie ciężkie pojazdy pancerne w dużej mierze zawiodły – z powodu braku paliwa, awaryjności, a także nieprzystosowania do terenu działań. Lasy i gęsto zabudowane miejscowości okazały się lepszym polem działań dla lekkich amerykańskich niszczycieli czołgów i piechoty uzbrojonej w wyrzutnie rakiet.

Amerykański niszczyciel czołgów M 36 w Ardenach w styczniu 1945 roku / Źródło: Wikimedia

Amerykański niszczyciel czołgów M 36 w Ardenach w styczniu 1945 roku / Źródło: Wikimedia

Ardeny, a stosunki między Aliantami

Zanim niemiecka ofensywa dobiegła końca, szykujące się do spędzenia zimy na wygodnych leżach sztaby alianckich armii przeżyły kryzysowe sytuacje, momentami bliskie paniki. W tej sytuacji refleksem wykazał się gen. George Patton, który nie czekając na rozkazy przełożonych, wykonał manewr obrócenia swej 3. Armii o 90 stopni, tak że stanęła ona frontem na północ, gotowa do uderzenia na flankę niemieckich wojsk w Ardenach. 3. Armia Pattona stała się teraz formacją kluczową dla powodzenia alianckiej kontrofensywy – to jej oddziały przerwały 26. grudnia oblężenie Bastogne.

W szczytowym okresie niemieckich sukcesów kontrowersyjną decyzję podjął gen. Eisenhower, głównodowodzący Aliantów. Mianowicie przekazał 1. i 9. Armię Amerykańską do 21. Grupy Armii Montgomery’ego. Miało to podłoże czysto praktyczne, jako że w wyniku natarcia Niemców formacje te zostały odcięte od sztabu 12. Grupy Armii Bradleya. Montgomery skutecznie zreorganizował obronę 1. Armii, po raz kolejny jednak zraził do siebie Amerykanów.

Nie ma wątpliwości, iż Brytyjczyk prowadził grę mającą na celu utrzymanie wysokiego prestiżu Zjednoczonego Królestwa, tak by nadal znajdowało się ono w grupie największych mocarstw. Długie lata wojny źle wpłynęły na kondycję armii, zwłaszcza jeśli chodzi o dopływ rekrutów – o ile w Normandii sojusznicy z dwóch stron Atlantyku dysponowali podobnymi liczebnie siłami, o tyle pod koniec 1944 roku mogłoby się zacząć wydawać, że wojnę prowadzą Amerykanie wsparci przez pomniejszych sojuszników. Montgomery próbował więc podkreślić zasługi swoje i swojej armii, mówiąc o Ardenach jako o wspólnym, brytyjsko – amerykańskim zwycięstwie. W istocie 2. Armia Brytyjska czekała na nadejście nieprzyjaciela na przeciwległym brzegu Mozy, a po Nowym Roku wzięła bardzo ograniczony udział w alianckiej ofensywie.

W okresie noworocznym Niemcy próbowali wszelkimi sposobami utrzymać inicjatywę na zachodzie. Wysiłek w Ardenach wsparły dwie nowe operacje – „Bodenplatte”, będąca ostatnim wielkim zrywem Luftwaffe przeciwko alianckim lotniskom oraz „Nordwind” – ofensywę w rejonie Alzacji. Obydwa przedsięwzięcia nie osiągnęły zamierzonych celów, ale po raz kolejny przestraszyły dowództwo Sprzymierzonych. Ci, nie zdając sobie sprawy, że siły Niemców są na wyczerpaniu, ulegli presji i poprosili o pomoc Stalina. Ten, będąc w takim wypadku całkowitym panem sytuacji, zgodził się przyspieszyć rozpoczęcie ofensywy znad Wisły. Do tej pory jednak (czyli do 12 stycznia 1945 roku), sytuacja w Ardenach zmieniła się diametralnie na korzyść Aliantów).

Zakończenie bitwy

Aliancka kontrofensywa w Ardenach / Źródło: Wikimedia

Aliancka kontrofensywa w Ardenach / Źródło: Wikimedia

Sprzymierzeni rozpoczęli Nowy Rok ofensywą, niszcząc marzenia Niemców o jakimkolwiek sukcesie. 1. Armia Hodgesa ruszyła do ataku na ardeńskie „wybrzuszenie” od północy, 3. Armia Pattona – od południa. Opór nieprzyjaciela i kiepskie warunki spowodowały, że natarcie było powolne, choć metodyczne. Dwie formacje amerykańskie spotkały się w rejonie Houffalize 15 stycznia, przy czym większość wojsk Wehrmachtu i SS zdołała ujść na wschód, pozostawiając za sobą ogromne ilości sprzętu. Alianci kontynuowali natarcie i z końcem miesiąca zepchnęli Niemców na pozycje wyjściowe. Bitwa w Ardenach dobiegła końca.

Podsumowanie

Straty obydwu stron były w miarę podobne – prawdopodobnie wyniosły ponad 80 tysięcy zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli. Dla Niemców były one zdecydowanie dotkliwsze, ze względu na brak dostępnych na tym etapie wojny rezerw, przy czym straty w sprzęcie ciężkim, który został zniszczony lub porzucony w ogromnych ilościach, były dla nich najtrudniejsze do uzupełnienia. Amerykanie odnieśli ciężko wywalczone zwycięstwo – mogli być zadowoleni z ducha walki, wytrwałości i zdolności taktycznych swoich oddziałów. Natomiast zawiodła sfera operacyjna – po raz kolejny nie udało się zamknąć nieprzyjaciela w kotle i doprowadzić do jego całkowitej destrukcji – choć w przypadku Ardenów można tłumaczyć to niedogodnym terenem i niesprzyjającą pogodą. Patrząc z perspektywy czasu wydaje się, że zgromadzone z wielkim trudem niemieckie dywizje pancerne sprawdziłyby się lepiej jako odwody na tyłach Wału Zachodniego. Wyprowadzenie ich zza tej osłony dało Amerykanom dużą szansę na ich łatwe zniszczenie, co od razu zauważył gen. Patton i co w pewnym stopniu udało się wykonać. Niemiecka armia nie była jednak rozbita i przez cały luty 1945 roku stawiała twardy opór na swych umocnieniach.

Komentarze

Najpopularniejsze posty