Miejsce zamachu w Berlinie / fot. Andreas Trojak (CC BY 2.0)
Miejsce zamachu w Berlinie / fot. Andreas Trojak (CC BY 2.0)

Casus ostatnich zamachów – jak walczyć z nową falą terroryzmu? [WYWIAD]

Wraz z postępami w fizycznym zwalczaniu bojowników Daesh w regionie Lewantu, obserwujemy wzmożoną aktywność terrorystyczną na kontynencie europejskim. Mijający rok pokazał, iż w zasadzie wszystkie europejskie miasta mogą stać się potencjalnym celem zamachu terrorystycznego. Przypadek Nicei, Berlina oraz innych zeszłorocznych zamachów ukazuje pewien niepokojący trend – zamachy coraz częściej dokonywane są przy użyciu wszelkich dostępnych środków, w miejscach charakterystycznych dla stylu życia i wolności nowoczesnych społeczeństw. Ponadto sprawcy takich zamachów najczęściej działają samodzielnie, a ich stopniowa radykalizacja jest wynikiem wirtualnego kontaktu z propagandą islamistów w Internecie. Ostatnie zamachy, w tym także ten dokonany podczas sylwestrowej zabawy w Stambule stwarzają uzasadnione obawy o bezpieczeństwo naszych rodaków zarówno w Polsce, jak i tych przebywających za granicą, oraz pytania o to, w jaki sposób skutecznie przeciwdziałać tego rodzaju zamachom w przyszłości. Na te i wiele innych pytań odpowiada ekspert w zakresie ochrony fizycznej, bezpieczeństwa imprez masowych oraz bezpieczeństwa tłumów – Bartosz Grduszak.

Sklep Urodzeni Patrioci

W wyniku  zamachu jaki miał miejsce 19 grudnia 2016 w Berlinie, podczas jarmarku bożonarodzeniowego zginęło 12 osób, a przeszło 50 zostało rannych. 24 letni zamachowiec, Tunezyjczyk Anis Amri około godziny 20 wjechał ciężarówką w tłum ludzi i stoiska jarmarku na zamkniętej ulicy. W kabinie uprowadzonego pojazdu znaleziono ciało zabitego polskiego kierowcy ciężarówki, Łukasza Urbana. który osierocił 17 letniego syna. To kolejny tego rodzaju zamach w tym rok. Zaledwie pięć miesięcy temu zamachu w Nicei zamachowiec kierujący ciężarówką zabił 84 osoby spacerujące po Promenadzie Anglików. Według doniesień służb, wiele z planowanych zamachów zostało w porę udaremnionych. Niemniej fakt, iż zamachowiec z Berlina został zastrzelony dopiero we Włoszech i znany był przez zamachem niemieckim służbom rodzi pytania o skuteczność podejmowanych dotąd przedsięwzięć. Zarówno sposób przeprowadzenia zamachu w Nicei, jak i w Berlinie oraz profil sprawców może świadczyć o tym, iż mamy do czynienia z falą terroryzmu indywidualnego przy użyciu wszelkich dostępnych środków, gdzie czynnikiem sprzyjającym radykalizacji jest sytuacja psycho-społeczna zamachowca i treści zamieszczane przez radykałów islamskich w sieci.

List gończy wydany za Anisem Amri / Domena publiczna

List gończy wydany za Anisem Amri / Domena publiczna

Natomiast zamach przeprowadzony w klubie nocnym w Stambule skutkował śmiercią co najmniej 39 osób, w tym 16 cudzoziemców. Napastnik  z długą bronią (karabinek z rodziny AK), przebrany za św. Mikołaja, wszedł do popularnego klubu Reina położonego w europejskiej części miasta nad Bosforem, zabijając stojącego przed wejściem policjanta i cywila. Następnie otworzył ogień do zgromadzonych w klubie gości. Odpowiedzialność za zamach wzięło na siebie Państwo Islamskie. Przykład Turcji różni się jednak od zamachów dokonanych niedawno w Europie. Przede wszystkim należy zauważyć, iż choć wykonawca zamachu w jego trakcie działał najprawdopodobniej samodzielnie, to jego za przygotowaniami stała raczej większa komórka terrorystyczna. Ponad to Turcja jest krajem, w którym zamachy dokonywane są wyjątkowo często, zarówno przez bojowników Daesh, jak i radykalnych Kurdów, co wynika z najnowszej polityki tego kraju oraz położenia geopolitycznego. Niemniej nadal można wskazać na wiele podobieństw występujących we wszystkich omawianych tutaj zamachach. Choć wielu z potencjalnych zamachów udało się zapobiec, to pomimo wprowadzenia dodatkowych środków bezpieczeństwa i wytężonej pracy służb, zarówno w Turcji, jak i w Europie nowa taktyka terrorystów sprawia, iż ryzyko kolejnych zamachów utrzymuje się na wysokim poziomie.

Paweł Kmiecik: Niezaprzeczalnie w minionym okresie świątecznym mieliśmy do czynienia z intensyfikacją aktywności terrorystów. Zarówno w Europie, jak i poza nią. Wydarzenia w Berlinie i Stambule uświadamiają nam, iż charakterystyczne dla tego okresu wydarzenia stanowią dogodną okazję do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego. Dlaczego to właśnie w tym szczególnym okresie nasilają się działania terrorystów?

Bartosz Grduszak: Według mnie istnieją przynajmniej dwa mocne powody, dla których okres okołoświąteczny należy uznać za czas o zwiększonym ryzyku zagrożenia terroryzmem islamskim. Po pierwsze jest to czas ważny dla chrześcijańskich mieszkańców Europy, a więc udany zamach na „krzyżowców”, miałby przede wszystkim wymiar symboliczny, a dzięki temu jego negatywny wydźwięk byłby znacznie spotęgowany. To również czas, który sprzyja gromadzeniu się ludzi w miejscach publicznych i centrach handlowych. Miejsca te to tzw. „cele miękkie”, które bez względu na okoliczności należy uważać za tereny i obiekty newralgiczne.

Paweł Kmiecik: Berlin, Melbourne, Nicea, Paryż, czy Stambuł to ataki na tzw. cele miękkie, tudzież przypadkowe skupiska ludzi. Czy można przewidzieć kolejne tego typu zamachy?

Bartosz Grduszak: Walka z terrorystami to szereg czynności polegających m.in. na wzmacnianiu ochrony fizycznej i technicznej miejsc podatnych na ewentualne zamachy. To także działalność służb specjalnych polegająca na żmudnej i wymagającej czasu infiltracji środowisk ekstremistycznych, której celem jest pozyskiwanie informacji, doprowadzenie do aresztowania osób podejrzanych o terroryzm, a w konsekwencji do rozbicia struktur organizacji terrorystycznej. Ponadto pod pojęciem walki z terroryzmem należy rozumieć również likwidowanie przyczyn terroryzmu, ograniczanie możliwości terrorystów do działania oraz oddziaływanie na ich intencje. Jak widać antyterroryzm nie polega na prognozowaniu. Incydentalny i nieprzewidywalny charakter terroryzmu z zasady wyklucza możliwość jakiegokolwiek typowania konkretnych miejsc ataków. W tej materii możemy jedynie spekulować. Ryzyko zamachu da się jednak minimalizować chociażby poprzez uszczelnianie systemu bezpieczeństwa.

Paweł Kmiecik: W miejscu gdzie odbywał się jarmark świąteczny stanęły betonowe osłony mające zatrzymać pojazd, który mógłby zostać wykorzystany, jako narzędzie terrorysty. Dokonano tego jednak dopiero po zamachu, a przecież wszyscy mamy jeszcze w pamięci stosunkowo świeże obrazy tragicznych wydarzeń z Nicei, gdzie zamachowiec do przeprowadzenia zamachu także wykorzystał pojazd. Dlaczego nie pomyślano wcześniej o takim zabezpieczeniu i jak Pana zdaniem można skutecznie przeciwdziałać podobnym zamachom?

Bartosz Grduszak: Najczęściej, gdy bezpieczeństwo realizowane jest po najniższej linii oporu, chodzi o pieniądze lub bezmyślność organizatora. Poza tym ludzie mają tendencję do ignorowania cudzych błędów i dopóki nie doświadczą czegoś na własnej skórze, powątpiewają i bagatelizują możliwe scenariusze zdarzeń, a nawet uważają je za nierealne, czy nawet abstrakcyjne. Często powtarzam osobom współpracującym ze mną, że jeżeli popadniemy w rutynę i uznamy, że nic nam nie grozi, to już nie żyjemy. Jest to bardzo dosadne stwierdzenie. Myślę jednak, że to jedno zdanie doskonale podkreśla istotę bezpieczeństwa we współczesnym świecie.

Przeciwdziałanie zamachom, to nic innego jak walka z terroryzmem, o czym wspomniałem wcześniej. Nie da się jednak zabezpieczyć czegoś na 100%. Zawsze znajdzie się „magik”, który znajdzie i wykorzysta luki w systemie bezpieczeństwa. W tej chwili cała Europa stawia betonowe bariery, które mają przeciwdziałać zamachom podobnym do tych z Nicei i Berlina. Nie rozumiem jednak, dlaczego o tego typu zabezpieczeniach myśli się dopiero po fakcie. Moim zdaniem jest to efekt deficytu kreatywnych ekspertów, którzy są w stanie spojrzeć na problem z nieco innej, szerszej perspektywy. Faktem jest, że kiedy zawodzą tradycyjne metody, trzeba myśleć niekonwencjonalnie, dlatego też by chronić się przed terrorystami musimy być o krok przed nimi. Dobrym sposobem jest postawienie siebie w roli terrorysty. Pomyśleć i zadać sobie pytanie, w jaki sposób my przeprowadzilibyśmy zamach, a następnie poszukać odpowiedzi, jakie działania powinny zostać podjęte, aby przed takim atakiem się bronić lub w jaki sposób zminimalizować jego skutki.

Paweł Kmiecik: Jak wiadomo, zamachowiec Anis Amri został zastrzelony dopiero we Włoszech. Przekroczył zatem swobodnie granice i przebył z Niemiec przez Francję do Mediolanu niezauważony przez setki kilometrów. W ramach obszaru Schengen funkcjonują przecież sprawdzone rozwiązania w zakresie wymiany informacji o osobach poszukiwanych i instrumenty pozwalające takie osoby ująć. Dlaczego unijny system bezpieczeństwa zawiódł w tym konkretnym przypadku?

Bartosz Grduszak: Powód jest oczywisty, a to, co powiem, wielu osobom może wydać się kontrowersyjne. W tym przypadku nie zawiódł system bezpieczeństwa, lecz ponownie polityka UE, która dotychczas niejednokrotnie wiązała służbom ręce, a wręcz uniemożliwiała im pracę. Polityka zawsze przeszkadza bezpieczeństwu. Myślę jednak, że niektórzy eksperci boją się o tym mówić wprost. Dla mnie osobiście nie do pomyślenia jest, aby lokalny minister sprawiedliwości z niemieckiej Partii Zielonych przez 12 godzin blokował publikację wizerunku terrorysty na stronie policji z obawy przed naruszeniem prywatności sprawcy i rasistowskimi komentarzami. Poprawność polityczna w żaden sposób nie pomaga bezpieczeństwu. Nie obronimy się przed zagrożeniem, jeśli będziemy chronić tych, którzy łamią wartości wyznawane przez Europejczyków.

Paweł Kmiecik: Francja, Belgia, Niemcy, Turcja, jaki kolejny kraj może stać się celem terrorystów?

Bartosz Grduszak: Kto stanie się kolejnym obiektem ataku dżihadystów, tego nie wie nikt, prócz samych terrorystów. My możemy jedynie spekulować i przypuszczać, że największe ryzyko występuje tam, gdzie islamskich radykałów jest najwięcej. Niezmiennie są to kraje Europy Zachodniej, jednakże terroryzm lubi zaskakiwać.

Bartosz Grudszak - absolwent Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Poznaniu w specjalności psychologia w zarządzaniu bezpieczeństwem biegły, sądowy w zakresie ochrony fizycznej, bezpieczeństwa imprez masowych oraz bezpieczeństwa tłumów. Redaktor naczelny serwisu www.OchronaImprezMasowych.pl i autor bloga www.DoktorSteward.pl. Członek Polskiego Stowarzyszania Pracowników Ochrony, Od blisko 10 lat związany z sektorem prywatnym bezpieczeństwa. Obecnie realizuje się zawodowo jako specjalista-koordynator w spółce o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa.

Bartosz Grudszak – absolwent Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Poznaniu w specjalności psychologia w zarządzaniu bezpieczeństwem, biegły sądowy w zakresie ochrony fizycznej, bezpieczeństwa imprez masowych oraz bezpieczeństwa tłumów. Redaktor naczelny serwisu www.OchronaImprezMasowych.pl i autor bloga www.DoktorSteward.pl. Członek Polskiego Stowarzyszania Pracowników Ochrony. Od blisko 10 lat związany z sektorem prywatnym bezpieczeństwa. Obecnie realizuje się zawodowo jako specjalista-koordynator w spółce o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa.

Paweł Kmiecik: Czy Pana zdaniem wzrost zagrożenia terrorystycznego w Europie jest jedną z konsekwencji wielkiej fali migracyjnej, z jaką w ostatnich latach zmaga się wiele państw regionu?

Bartosz Grduszak: Napływ imigrantów spoza Europy na pewno sprzyja przedostawaniu się osób niepożądanych na nasz kontynent. Niejednokrotnie okazuje się jednak, że terrorystami są osoby urodzone w Europie, z trzeciego, a nawet czwartego pokolenia, które uległy radykalizacji w salafickich meczetach. Nie ma również powodów ku temu, by generalizować i wszystkich muzułmanów wrzucać do jednego wora. Mamy w Polsce chociażby Tatarów, którzy również są muzułmanami, od pokoleń koegzystującymi z naszą kulturą. Trendy na świecie zmieniają się do tego stopnia, że za chwilę problemem w Europie nie będą wyłącznie marginalni dżihadyści, lecz terroryzm o charakterze politycznym, z którym państwa na naszym kontynencie borykały się przez wiele lat. Przykładem może być tu chociażby noworoczny wybuch bomby we Florencji pod księgarnią związaną z tamtejszymi środowiskami narodowymi. W zamachu tym ucierpiał funkcjonariusz policji, który stracił rękę i oko. Do podobnych ataków bombowych we Florencji, w minionym roku doszło jeszcze przynajmniej dwukrotnie. Żeby nie być gołosłownym, tamtejsze MSW, w swoich raportach wskazuje środowiska skrajnej lewicy, jako odpowiedzialnych większości aktów przemocy motywowanej politycznie. Paradoksalnie w Polsce jeszcze niedawno takie środowiska szkoliły prokuratorów pod kątem ścigania tzw. „mowy nienawiści”.

Paweł Kmiecik: Choć działania koalicji w Syrii i Iraku ukierunkowane na fizyczne zwalczanie bojowników przynoszą efekty, to da się zauważyć, iż Daesh próbuje „przenieść” front do Europy. Czy według Pana klęska Daesh w regionie Lewantu będzie wiązać się z intensyfikacją zamachów w państwach Europejskich?

Bartosz Grduszak: Nie sądzę, abyśmy z tego powodu doświadczyli szczególnego natężenia terroryzmu inspirowanego. Co prawda mamy świadomość, że lwia część liderów Państwa Islamskiego, to osoby, które urodziły i wychowały w Europie, posiadające obywatelstwa i dokumenty wydane przez kraje należące do UE. To może wzbudzać obawy, że część z nich będzie chciała wrócić na nasz kontynent. Nie popadajmy jednak w paranoję. Osoby podejrzane o działalność terrorystyczną są monitorowane przez służby na całym świecie. Ci, którzy wyjechali walczyć w szeregach Państwa Islamskiego, zrobili to z pełną świadomością konsekwencji swoich czynów. Dla nich powrót do Europy wiąże się z karami wieloletniego więzienia. Inną kwestią jest natomiast radykalizacja młodzieży muzułmańskiej tu na miejscu w Europie i to jest zadanie dla służb specjalnych, aby wylęgarnie terrorystów, jak belgijska Molenbeek, mieć pod szczególnym nadzorem.

Paweł Kmiecik: Ostatnie zamachy w Europie były przeprowadzane samodzielnie przez przedstawicieli środowisk imigranckich. Znamienne jest również to, iż zamachowcy najprawdopodobniej nie mieli bezpośredniego kontaktu z komórkami terrorystycznymi, a czynnikiem sprzyjającym radykalizacji i podjęciu decyzji o zamachu była propaganda radykałów w internecie. Jak zatem skutecznie, o ile to w ogóle możliwe możemy przeciwdziałać zamachom dokonywanym przez terrorystów o podobnym profilu?

Bartosz Grduszak: W zasadzie jedyną skuteczną metodą walki z „samotnymi wilkami” jest inwigilacja obywateli za pomocą podsłuchów telefonicznych i monitoringu sieci internetowej. Dzięki podsłuchom niemieckie służby w Sylwestra zatrzymały niedoszłego zamachowca, który planował wjechać w tłum bawiących się ludzi. Mężczyznę zdradziło to, że kontaktował się z osobą deklarującą przynależność do ISIS, w celu ustalenia „wynagrodzenia” dla rodziny za dokonanie przez niego zamachu.

Liczba zamachów przeprowadzonych przez pojedynczych terrorystów na tle zamachów dokonanych grupowo w latach 1994-2016 / P. Nesser i inni, Jihadi Terrorism in Europe: The IS-Effect, Perspectives on Terrorism, Volume 10, Issue 6, The Terrorism Research Initiative 2016.

Liczba zamachów przeprowadzonych przez pojedynczych terrorystów na tle zamachów dokonanych grupowo w latach 1994-2016 / P. Nesser i inni, Jihadi Terrorism in Europe: The IS-Effect, Perspectives on Terrorism, Volume 10, Issue 6, The Terrorism Research Initiative 2016.

Paweł Kmiecik: Według doniesień medialnych niemieckie służby były w posiadaniu informacji świadczących o tym, że sprawca zamachu w Berlinie nawiązywał kontakty z radykałami islamskimi, ponad to zamachowiec był już wcześniej karany. Z czego może wynikać fakt, iż wiedza ta nie zapobiegła tragedii?

Bartosz Grduszak: Jeśli system bezpieczeństwa zawodzi, najczęściej obwinia się o to służby, co w moim przekonaniu jest bardzo niesprawiedliwe i niesłuszne. Policja czy służby specjalne wykonują zadania ustawowe, ale także stosują się do zaleceń swoich zwierzchników, czyli ministrów, a ci z kolei realizują politykę rządu. Tym samym rząd ma wpływ na poziom zaangażowania służb w danym obszarze. Znając politykę rządu Kanclerz Niemiec Angeli Merkel śmiało mogę wysnuć wniosek, że tamtejsze służby działały pod presją polityczną i dlatego zlekceważyły wcześniejszą działalność Anisa Amriego. Niestety, tak już jest, że aby system bezpieczeństwa działał efektywnie, nie powinien ulegać „poprawności politycznej”, a politycy nie powinni ingerować i przeszkadzać służbom w pracy.

Paweł Kmiecik: W Polsce w okresie świąt i sylwestra również nie brakuje imprez masowych podobnych do tych, które stały się celem zamachów. Licznie odwiedzamy także galerie handlowe. Na szczęście w Polsce jak dotąd nie mieliśmy do czynienia z żadnym zamachem. Czy w związku z tym możemy stać się celem terrorystów i czy wprowadzone obecnie środki bezpieczeństwa są adekwatne do poziomu ryzyka wystąpienia zagrożenia zamachów?

Bartosz Grduszak: Co prawda, nie mieliśmy do czynienia z udanym zamachem, ale z przygotowaniami do zamachów już tak. Dwa lata temu były zastępca szefa ABW w rozmowie z TVP Info zdradził, iż w 2003 roku dzięki akcji służb specjalnych o kryptonimie „Miecz” został udaremniony skoordynowany atak na polskie katedry. Do ataku miało dojść w okresie Bożego Narodzenia, prawdopodobnie podczas pasterki. Mogły wtedy zginąć setki polskich obywateli, jednak sprawna praca operacyjna funkcjonariuszy zapobiegła rozlewowi krwi. Jak się później okazało, przygotowania do zamachów były skutkiem decyzji polskiego rządu o wykorzystaniu sił zbrojnych RP w Iraku.

Na dzień dzisiejszy, Polska nie wykazuje szczególnego zaangażowania w walkę przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. Mimo tego, ryzyko zagrożenia islamskim terroryzmem istnieje. Nie tak dawno, podczas przygotowań do Światowych Dni Młodzieży doszło przecież do kilku zatrzymań osób podejrzanych o działalność terrorystyczną. Co więcej, nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy, są jednym z głównych eksporterów ideologii salaficko-wahabickiej w Europie. Stamtąd ta ideologia trafia także do Polski. Szczególnym zaangażowaniem w kolportaż niebezpiecznych ideologii wśród mniejszości muzułmańskiej w Polsce wykazują się min. Czeczeni. Fakt, że aktualnie nie doświadczyliśmy jeszcze żadnego zamachu, nie powinien usypiać naszej czujności. Organizacja ataku w Polsce jeszcze jest nieopłacalna, myślę jednak, że to kwestia czasu i umocnienia pozycji salafitów wśród muzułmanów w naszym kraju. Aby uchronić się przed niepożądanymi konsekwencjami ekstremistycznych ideologii nie wystarczy standardowa praca służb. Konieczne jest wsparcie ze strony rządu, przygotowanie odpowiednich uregulowań prawnych. Mamy jeszcze czas, ale zegar tyka. Dlatego ministrowie już teraz powinni zainteresować się problem radykalizacji islamu w Polsce, a rząd nie powinien popełniać błędów Zachodu i tolerować ideologii, która w swej istocie zagraża wartościom demokratycznym naszej kulturze i cywilizacji.

Paweł Kmiecik: Coraz częściej w mediach omawia się kwestie edukacji antyterrorystycznej. Choć wiele instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli opublikowało w sieci stosowne poradniki odnośnie zachowania się w sytuacji potencjalnego zamachu, to wielu z nas zapewne nigdy ich nie czytało, pomijając oczywiście społeczną świadomość ich istnienia. Jest to o tyle negatywne zjawisko, iż w zasadzie każdy z nas jest ogniwem systemu antyterrorystycznego, a świadomość społeczna zagrożenia i umiejętność radzenia sobie w jego obliczu pozwala zniwelować zarówno ryzyko samego zamachu, jak i jego skutki. Stąd pytanie o to, jak Pana zdaniem powinna wyglądać edukacja społeczna w tym zakresie i w jaki sposób uświadomić społeczeństwu jak istotne w tym obszarze są działania prewencyjne?

Bartosz Grduszak: To rola rządu, aby w ramach przeciwdziałania terroryzmowi zwiększyć świadomość obywateli. Można to robić za pomocą środków masowego przekazu, poprzez spoty, strony internetowe resortów i służb, ulotki i plakaty, etc. Moim zdaniem, w tej sprawie powinno odbywać się zdecydowanie więcej. Z kolei publiczne placówki edukacyjne i uniwersytety powinny zacząć organizować wykłady otwarte, prelekcje i spotkania z ekspertami tematu oraz przedstawicielami służb, na które mógłby przyjść każdy obywatel. Powiedzmy, że tak właśnie widzę część teoretyczną edukacji społecznej.

Warto również przewidzieć część praktyczną, polegającą chociażby na przeprowadzaniu obowiązkowych ćwiczeń z ewakuacji w miejscach pracy, szkołach, uczelniach wyższych, placówkach administracji oraz wszystkich innych miejscach i placówkach użytku publicznego. Szczerze mówiąc, ani w czasach szkolnych, studenckich, ani u większości pracodawców w mojej karierze zawodowej takie ćwiczenia nie były przeprowadzane.

Na brak realizowania takich ćwiczeń wskazują również moje badania, które przeprowadziłem na grupie studentów będących uczestnikami sytuacji kryzysowej, jaka miała miejsce podczas tragicznych otrzęsin na UTP w Bydgoszczy w 2015 roku. Podobnie jest z pierwszą pomocą. W tej kwestii dzieje się zdecydowanie za mało, aby mówić o przygotowaniu społeczeństwa na zagrożenie! Ponadto, co niektórym może wydać się śmieszne, ale niezbędna jest również zwiększona promocja zdrowego trybu życia. Dzisiaj wielu ludzi zupełnie nie dba o sprawność fizyczną, która w sytuacji zagrożenia może okazać się nieoceniona np. podczas ucieczki. Byłem bardzo zaskoczony, kiedy media podały informację, że z inicjatywy szefa MON zorganizowano kursy samoobrony dla kobiet. To bardzo dobry kierunek. Uważam jednak, że takie zajęcia powinny odbywać się od najmłodszych lat, w ramach lekcji WF-u, albo przedmiotu à la „Przysposobienie Obronne”.

Kolejną istotną sprawą jest podjęcie prac nad przepisami dotyczącymi obrony koniecznej. Prawo w tym zakresie wymaga niestety dopracowania. Warto wziąć również rozważyć ułatwienie obywatelom dostępu do broni palnej. Uwzględniając zarówno teorię jak i praktykę edukacji społecznej, moglibyśmy nie tylko psychicznie i fizycznie przygotować społeczeństwo na ewentualne zagrożenia, ale także zwiększyć potencjał obronny RP. Warto o tym pamiętać.

Ćwiczenia antyterrorystyczne przeprowadzone w Gimnazjum im. Księdza Walentego w Jankowicach jako jeden z przykładów edukacji społeczeństwa w tym zakresie / http://www.policja.pl/

Ćwiczenia antyterrorystyczne przeprowadzone w Gimnazjum im. Księdza Walentego w Jankowicach jako jeden z przykładów edukacji społeczeństwa w tym zakresie / http://www.policja.pl/

Paweł Kmiecik: Wracając na chwilę do sytuacji w kraju wypada zapytać o incydent w Ełku. Pana zdaniem tragiczny finał bójki pod budką z kebabem to przykład przestępczego wyładowania frustracji, czy może konsekwencja wzajemnej niechęci na tle etniczno-kulturowym podsycanej niekoniecznie trafnymi stereotypami?

Bartosz Grduszak: Z niektórych mediów, czy chociażby z relacji lokalnych mieszkańców mogliśmy się dowiedzieć, że w Ełku dochodziło w przeszłości do drobnych utarczek z udziałem cudzoziemców. Nie wiadomo jednak zbyt wiele o podłożu incydentów poprzedzających noworoczną tragedię oraz o relacjach między autochtonami a cudzoziemcami w tym mieście. Myślę, że zarówno wzajemna niechęć, jak i frustracja miały wpływ na taki rozwój wydarzeń. Pewne jest jednak to, że doszło do tragedii, zabito młodego człowieka, a na takie postępowanie nie ma żadnego usprawiedliwienia.

Paweł Kmiecik: Roszczenia tłumu żądnego zemsty i natychmiastowego ukarania obcokrajowców oraz starcia z policją raczej nie stanowią racjonalnej próby rozwiązania problemu. Co jest przyczyną takiej zbiorowej agresji, ukierunkowanej nawet wobec wypełniających swoje obowiązki funkcjonariuszy policji? Czy wydarzenia w Ełku są zapowiedzią konfrontacji i problemów z obcokrajowcami?

Bartosz Grduszak: W ujęciu psychologicznym tłum ludzi jest jak żywy organizm. W odróżnieniu od jednostki cechuje go prostota i prymitywizm oraz podatność na sugestie. Tak naprawdę nie ma  znaczenia, jacy ludzie tworzą tłum. Wystarczy impuls i odpowiednia motywacja, aby cywilizowanych ludzi zmienić w barbarzyńców. Co więcej, przez to, że tłum jest świadomy swojej liczebności, jednostki w tłumie mają wrażenie nieograniczonej siły, której nic nie jest w stanie stanąć na przeszkodzie. Jeśli pojedynczy człowiek będący pod wpływem emocji odczuwa pokusę dewastacji lokalu z kebabem, na ogół powstrzyma się od tego. Kiedy jednak ten sam człowiek staje się elementem tłumu, którym kierują równie negatywne emocje, liczebność grupy może spowodować, że bez namysłu podda się sugestii popełnienia przestępstwa. Dodatkowo tłum gwarantuje mu anonimowość, a więc jednostkę ogarnia złudzenie bezkarności.

Zachowanie i reakcje tłumu uzależnione są od natury bodźca popychającego do działania. Wiem, że to, co powiem niektórym może się nie spodobać, ale takim bodźcem nie było na pewno zabójstwo tego chłopaka. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, co dzieje się na Zachodzie i na pewno nie chcemy przeżywać tego u siebie. Wielu Polaków jest przerażonych samą myślą zamachu terrorystycznego, a terroryzm kojarzy im się jednoznacznie z osobami pochodzenia arabskiego. Te zamieszki, to właśnie efekt uboczny spirali strachu nakręcanej przede wszystkim przez media. Tego typu sytuacji niestety nie unikniemy, wręcz przeciwnie, strach w społeczeństwie będzie narastał. Dlatego w przyszłości nie liczyłbym na to, że problemów z obcokrajowcami będzie mniej. Spodziewałbym się raczej eskalacji incydentów na tle narodowościowym, co można zaobserwować już na przestrzeni kilku ostatnich dni.

Paweł Kmiecik: Wracając jeszcze do form terroryzmu, czy Pana zdaniem nastąpi powrót tendencji na porwania lotnicze, co było charakterystyczne zwłaszcza dla lat 70 XX wieku?

Bartosz Grduszak: Terroryści wciąż szukają nowych sposobów i metod przeprowadzania zamachów. Aktualnie obserwujemy zupełnie nowy rodzaj terroryzmu, banalny w swej prostocie i niewymagający większych przygotowań czy kosztów finansowych. Moim zdaniem porwania samolotów są już mało prawdopodobne, nie należy jednak lekceważyć takiego scenariusza. Tylko na przestrzeni ’67-’69 roku odnotowano około 130 przypadków porwań samolotów. Dzisiaj mamy jednak rok 2017 XXI wieku. Okres pomiędzy latami 70-tymi XX wieku a dniem dzisiejszym to kamień milowy w podejściu do bezpieczeństwa portów lotniczych. Asumptem do zaostrzenia rygorów bezpieczeństwa żeglugi powietrznej na całym świecie stał się zamach na WTC w 2001 roku. Po tych najtragiczniejszych wydarzeniach w historii lotnictwa, żegluga powietrzna mocno wyewoluowała i opiera się przede wszystkim na międzynarodowej współpracy oraz standaryzacji procedur bezpieczeństwa, przez co lotniska stały się jednymi z najlepiej chronionych obiektów. Dzięki temu przypadki hijacking’u w lotnictwie to w zasadzie incydenty jednostkowe w skali całego świata. Warto również zauważyć, że porwanie samolotu przez terrorystów najczęściej wiązało się ze śmiercią wszystkich osób na pokładzie, wraz z terrorystami. Dżihadyzm jednak się przeobraża i zmienia swoje oblicza. Coraz częściej słyszymy o przypadkach ucieczki zamachowca z miejsca ataku. To zjawisko dość nietypowe dla islamskich ekstremistów, charakterystyczne raczej dla terroryzmu o charakterze politycznym, aniżeli religijnym.

Paweł Kmiecik: Bardzo dziękuję za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi. Wierzę, iż dyskusja na temat zjawiska współczesnego terroryzmu przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa w tym obszarze.

Komentarze

Absolwent Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej w Warszawie (obecnie Akademii Sztuki Wojennej). Instruktor strzelectwa sportowego i zagorzały fan trekkingu. Członek grupy rekonstrukcyjnej SPAP Wojkowice i Stowarzyszenia "Głos bohatera". Do jego zainteresowań należą między innymi zagadnienia związane z współczesnym terroryzmem, społecznymi inicjatywami w obszarze bezpieczeństwa i obronności oraz zarządzaniem w sytuacjach kryzysowych.

Najpopularniejsze posty