ORP Żbik/ Fot. ze zbiorów autora

Czy wiesz ile niemieckich okrętów zatopili Polacy w 1939 roku?

W momencie wybuchu II wojny światowej niemiecka marynarka wojenna była zdecydowanie większa i silniejsza od polskiej floty. Niemcy obawiając się żywego zaangażowania się sojuszników Polski w konflikt, zdecydowali się do agresji na Polskę wydzielić część swojej floty zgrupowanej w tzw. Grupie Marynarki „Wschód”.

Dowództwo nad grupą sprawował admirał Conrad Albrecht urzędujący w Świnoujściu, a w jej skład wchodziły: 2 pancerniki: „Schleswig-Holstein” oraz „Schlesien”, 4 lekkie krążowniki: „Nürnberg”, „Leipzig”, „Köln” oraz „Königsberg”, 9 niszczycieli typu „Leberecht Maass”, 9 torpedowców, 8 ścigaczy torpedowych, 10 okrętów podwodnych, 25 trałowców oraz kilkadziesiąt mniejszych jednostek, a także okrętów przestarzałych do użycia w bezpośredniej walce. Głównym zadaniem Kriegsmarine według „Fall Weiss” było zniszczenie polskich sił morskich, bądź wyeliminowanie ich z udziału w walce, blokada szlaków morskich do polskich portów, sparaliżowanie polskiego handlu morskiego oraz zapewnienie bezpieczeństwa własnej żegludze na Bałtyku. Niemiecka flota w realizacji tych zadań już od pierwszych dni wojny była wspierana przez siły 1. Floty powietrznej oraz jednostki lotnictwa przybrzeżnego.

Polskie niszczyciele płynące do Wielkiej Brytanii – widok z rufy ORP "Błyskawica" na ORP "Grom" i ORP "Burza"/Źródło: Wikimedia

Polskie niszczyciele płynące do Wielkiej Brytanii – widok z rufy ORP „Błyskawica” na ORP „Grom” i ORP „Burza”/Źródło: Wikimedia

Realizacja planu „Pekin” polegającego na opuszczeniu Bałtyku przez trzy polskie niszczyciele [„Błyskawica”, „Burza”, „Grom”] sprawiła, iż Polska Marynarka Wojenna w nadchodzącej wojnie wykonywać miała zadania głównie defensywne. Strzegąca polskiego Wybrzeża flota składała się z niszczyciela „Wicher”, stawiacza min „Gryf”, sześciu trałowców: „Czajka”, „Jaskółka”, „Mewa”, „Rybitwa”, „Czapla” i „Żuraw”, dwóch kanonierek „Generał Haller” i „Komendant Piłsudski” oraz kilku starych jednostek nieprzedstawiających większej wartości bojowej [stary torpedowiec „Mazur”, okręt-hulk „Bałtyk”, okręty-cele „Kujawiak” i „Ślązak” czy też okręt hydrograficzny „Pomorzanin”]. Na tym tle zdecydowanie największą wartość bojową przedstawiał Dywizjon Okrętów Podwodnych pod dowództwem komandora Aleksandra Mohuczego. Dywizjon tworzyły dwa nowoczesne okręty podwodne – „Orzeł” oraz „Sęp” oraz trzy jednostki starszego typu „Ryś”, „Żbik” i „Wilk”. Jeśli chodzi o zadania polskiej floty, to zgodnie z wytycznymi marszałka Rydza-Śmigłego miała ona przeszkadzać w komunikacji morskiej między Rzeszą a Prusami Wschodnimi. Kolejnym założeniem była ochrona Helu jako zasadniczej bazy PMW, a także Gdyni jako drugiego strategicznego portu II RP.

Jak widać flota niemiecka miała zdecydowaną przewagę nad polskimi jednostkami. Tak w pracy „Druga wojna światowa na Bałtyku” opisywał tą sytuację wybitny polski marynista Edmund Kosiarz:

„Pod względem wyporności, siły niemieckie około dwudziestokrotnie przewyższały tonaż nawodnych jednostek polskich, a pod względem siły ognia przewaga była wprost druzgocąca.[…] Na okrętach niemieckich znajdowało się łącznie 398 dział, w tym 8 kal. 280 mm, 56 kal. 150 mm i 58 kal. 127 mm, a na okrętach polskich i we wszystkich jednostkach nadbrzeżnych tylko 40 dział, w tej liczbie 4 kal. 152,4 mmi 10 kal. 120 – 130 mm”.

Pomimo tej olbrzymiej dysproporcji sił polscy marynarze byli pełni nadziei w związku ze zbliżającymi się zmaganiami z niemieckimi agresorami. Świadczy o tym ich postawa i olbrzymie zaangażowanie już od pierwszych chwil wojny. Gorącą atmosferę pierwszych wrześniowych dni doskonale opisuje Bolesław Romanowski w swych wspomnieniach zatytułowanych „Torpeda w celu”:

„Młodzi i pełni zapału sądziliśmy, że po to służymy w marynarce wojennej, aby walczyć. W walce potrafimy wykazać nasze umiejętności, odwagę i poświęcenie dla sprawy. Spodziewaliśmy się wojny rycerskiej, obfitującej w akcje pełne bohaterstwa i szlachetnych czynów.”

We wrześniu 1939 roku polskie okręty podwodne bronić miały Wybrzeża zgodnie z koncepcją planu o kryptonimie „Worek”.  Według założeń tego planu siły Dywizjonu Okrętów Podwodnych zostały rozmieszczone w określonych sektorach w układzie gwiaździstym po to by wykonywać ataki torpedowe na niemieckie jednostki atakujące Hel. Decydując się na przyjęcie tej strategii Dowództwo Floty rezygnowało z ofensywnego wykorzystania pięciu polskich okrętów podwodnych. Przyjęty wariant był szczególnie nietrafiony bowiem znacznie ograniczał możliwości Dywizjonu, który pełnię swoich możliwości mógłby pokazać na pełnym morzu. W strefie przybrzeżnej był zaś narażony na ataki niemieckiego lotnictwa panującego od pierwszych chwil wojny w powietrzu.

Dowództwo Floty spore nadzieję w obronie polskiego Wybrzeża upatrywało w postawieniu zagród minowych. Zaminowanie odpowiednich rejonów

Mina SM-5. Na takiej samej zatonął niemiecki trałowiec / Źródło:Wikimedia

pozwalało wyłączyć z działania część nieprzyjacielskich okrętów, które bez wytrałowania min nie byłyby w stanie atakować polskich wybrzeży. Do stawiania min morskich oprócz „Gryfa” i trałowców przystosowane były  również ORP „Wilk”, „Ryś” oraz „Żbik” – każda z jednostek na swój pokład zabrać mogła zapas 20 min. Zgodnie z rozkazami Dowództwa Floty podwodne stawiacze min miały postawić trzy małe zapory minowe w pobliżu Półwyspu Helskiego. ORP „Wilk” w dniach od 3 do 9 września postawił zaporę minową między Helem, a Wisłoujściem. „Ryś” z powodu zagrożenia ze strony nieprzyjacielskich okrętów zdołał postawić tylko 10 min. Podobnie jak „Wilk” cały zapas 20 min zdołał postawić „Żbik” zagroda powstała w odległości 9 mil morskich na północny-wschód od Jastarni. Po wykonaniu zadania okręty podwodne udały się do nowych miejsc rozmieszczenia.

1 października 1939 roku na zagrodę postawioną przez ORP „Żbik” wpłynął niemiecki trałowiec „M – 85” . W wyniku eksplozji miny okręt niemiecki zatonął, zabierając na dno 24 marynarzy z 51 – osobowej załogi. Był to największy sukces polskich podwodniaków w kampanii wrześniowej. Niestety załoga „Żbika” nie mogła zbytnio cieszyć się z sukcesu bowiem od 25 września przebywała na internowaniu w Szwecji.

Na koniec warto wypada poświęcić kilka słów ofierze polskich marynarzy. Trałowiec „M – 85” zbudowany został w stoczni Nordseewerke Emden, do służby trafił 3 sierpnia 1918 roku. Podczas agresji na Polskę wchodził w skład 7. Flotylli Trałowców przydzielonej do służby eskortowej i trałowej na trasie Stolpmünde (Ustka) –  Pillau (Piława) oraz do blokady polskiego wybrzeża. W 2013 roku wrak okrętu „M – 85” został odnaleziony przez załogę okrętu hydrograficznego Marynarki Wojennej ORP Arctowski.

Niemiecki Trałowiec M-85/ Źródło: Wikimedia

Niemiecki Trałowiec M-85/ Źródło: Wikimedia

Bibliografia:

Kosiarz E., Druga wojna światowa na Bałtyku, Gdańsk 1988

Kosiarz E., Polacy na morzach 1939 – 1945, Warszawa 1969

Pertek J., Wielkie dni małej floty, Poznań 1987

Piaskowski S., Okręty Rzeczpospolitej Polskiej 1920 – 1946, Warszawa 1996

Romanowski B., Torpeda w celu, Gdańsk 2002

Rudzki Cz., Polskie okręty podwodne 1926 – 1969, Warszawa 1985

Komentarze

Absolwent historii na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się historią wojskowości XIX i XX wieku oraz dziejami Rosji. Był członkiem koła historyków krajów Europy Wschodniej.

Najpopularniejsze posty