Łukasz Mieszkowski „Tajemnicza rana. Mit czołgu – pułapki w powstaniu warszawskim”

„… bo wolność krzyżami się mierzy, historia ten jeden ma błąd”. Ten fragment „Czerwonych maków na Monte Cassino” powinien stanowić swoiste motto ogólnonarodowych dyskusji a raczej kłótni, jakie przez krótki lecz niezwykle intensywny moment, płoną przy okazji kolejnych rocznic wybuchu powstania warszawskiego.

Ostatnimi czasy owe spory oraz pozycje jakie zajmują ich uczestnicy, uległy pewnemu rozmyciu. Procesowi nie zawsze zrozumiałemu dla człowieka nieuczestniczącego na bieżąco w świecie publicystyki historycznej. Podział na tych, którzy są za oraz na tych którzy są przeciw, zastąpiła wielostronna, nomen omen barykada. Są w tym momencie apologeci decyzji o wybuchu powstańczego zrywu, jej krytycy podkreślający jednocześnie heroizm zwykłego żołnierza oraz cywilnych mieszkańców oraz oczywiście cyniczni „odbrązawiacze” polskiej „bohaterszczyzny”, negujący sens jakichkolwiek patriotycznych ideałów.

Bardzo interesującym głosem w tej dyspucie, jest praca Łukasza Mieszkowskiego „Tajemnicza rana. Mit czołgu-pułapki w powstaniu warszawskim”. Autor jest historykiem specjalizującym się w dziejach Polski pierwszej połowy XX wieku. Co ciekawe jest również aktywnym artystą plastykiem, co już od pierwszych stronic czytelnik może bez trudu dostrzec. Barwność i malowniczość (jeżeli akurat te słowa pasują do makabrycznego obrazu destrukcji i zniszczenia) tworzą istotny element opisów podejmowanych przez autora.

Mieszkowski, co należy w tym miejscu szczególnie podkreślić, podjął się zadania niezwykle trudnego, przynajmniej z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszym z nich jest ogrom ludzkiej tragedii i niewyobrażalnych cierpień, trudnych do jakiejkolwiek analizy i interpretacji. Drugim natomiast jest próba nowego spojrzenia na rzecz uświęconą, zarówno przez rodzimą historiografię jak i pamięć kolejnych pokoleń. Wydaje się, że właśnie ta druga kwestia stanowi dla każdego autora w polskich warunkach, chcącego wyrazić swoją opinię na temat naszych narodowych aksjomatów, ogromne wyzwanie. Możliwe, że taki historyk może albo polec, nie sprostają danemu tematowi, albo zostać skazany na śmierć cywilną. Tertium non datur?

Duże wrażenie robi analiza procesu eksplozji ładunku wybuchowego umieszczonego w przejętym przez powstańców pojeździe. Autor niczym profesjonalny fizyk czy specjalista od pirotechniki rozkłada na czynniki pierwsze kolejne etapy wybuchu. Następująca po sobie klatka po klatce, jak w niemym filmie, anihilacja ludzkich istnień poraża dosadnością i wręcz paramedyczną precyzją relacji. Drugą stroną medalu tej chwili jest natomiast próba zbadania psychologicznego ludzi, których tragedią było znaleźć się 13 sierpnia 1944 roku, kilka minut po godzinie osiemnastej na rogu ulicy Kilińskiego i Podwala, na warszawskim starym mieście. Mieszkowski skupia się w tym miejscu na horrendalnym kontraście tej sytuacji. Z jednej strony mamy moment powrotu iskierki nadziei po dniach straszliwego terroru likwidatorów powstania. Z drugiej natomiast traumę zmiażdżonych niespodziewanym kataklizmem ludzi. Ludzi, którzy w pustce i próżni minut po wybuchu, żałują że przeżyli.

Jednak zasadniczym elementem pracy Łukasza Mieszkowskiego, jest próba rozprawy z tzw. mitem narosłym wokół tego tragicznego wydarzenia. Dla autora stanowi ona jednocześnie przyczynek do możliwie szerszego spojrzenia na obraz Powstania w zbiorowej świadomości Polaków. Mieszkowski z detektywistyczną dociekliwością poszukuje pierwotnych zalążków obowiązującej obecnie wizji epizodu z 13 sierpnia 1944 r. Obala przy tym sprzeczne informacje, podawane w podręcznikach i leksykonach, podkreślając bardzo skąpe źródła mogące posłużyć do wyjaśnienia tej tragedii. Rekonstruuje proces myślowy zarówno ówczesnych decydentów jak i zwykłych warszawiaków, którzy brak informacji zrekompensowali sobie zbudowaną na domysłach i plotkach-jak nazywa to autor „spiskową teorię”. I to właśnie stanowi pewnego rodzaju oś oskarżenia, wokół której historyk ten dobudowuje zasadnicze pytania, a raczej kolejne oskarżenia i zarzuty.

Generalnym zagadnieniem jest kwestia, dlaczego nikt wówczas nie zadał sobie trudu dociekania kto i w jakich okolicznościach przejął ten pojazd oraz na czyje polecenie został on w paradnym pochodzie przeprowadzony przez warszawskie ulice? Zamiast tego natomiast poddano się swoistemu mechanizmowi przeniesienia całkowitej odpowiedzialności za tę katastrofę na i tak już znienawidzonych do szpiku kości Niemców. Autor podkreśla możliwość wykorzystania takiego stanu do celów stricte propagandowych. Wygodniej było Komendzie AK i jej organom prasowym skierować całość oskarżenia wobec okrutnego wroga i wzbudzić wśród ludności słuszny gniew, który mógłby się przerodzić w wolę walki. Drążenie kwestii jakiejś części odpowiedzialności we własnych szeregach, mogłoby podkopać jedynie resztki morale zarówno żołnierzy jak i cywili.

Największym atutem „Tajemniczej rany” są wieloaspektowe ustalenia jej autora, w sposób odważny i bezkompromisowy obalające utarte, a jak się okazuje błędne fakty, na temat tego wydarzenia. Pierwszym z nich jest kwestia pojazdu, który eksplodował. Mieszkowski, stwierdza że w żadnym wypadku nie był to osławiony „czołg-pułapka” czy też „czołg-mina”. Na podstawie ustaleń specjalistów z dziedziny militariów, historii wojskowości oraz naocznych świadków, stawia tezę, że był to nosiciel ładunków wybuchowych-Schwerer Ladungstrager Borgward B IV. I co najbardziej istotne ładunek wybuchowy znalazł się wewnątrz niego nie na skutek szatańskiego podstępu Niemców, lecz był nieodłączną jego częścią, a jego przenoszenie głównym zadaniem. Nasuwa się w tym miejscu smutna konstatacja, że zdobycie tego pojazdu było wynikiem błędnego rozpoznania, a nie sukcesem powstańców.

Autor rozebrał na czynniki pierwsze również okoliczności jakie towarzyszyły tej „czarnej niedzieli”. Zadanie to rozpoczął od na pierwszy rzut oka błahej sprawy jaką jest pogoda panująca tamtego dnia. Za pewnik uznano przewijającą się często we wspomnieniach świadków pogodną, słoneczną i spokojną atmosferę. Mieszkowski na postawie dostępnych źródeł pisanych obala te przekazy. Stanowi to dla niego kolejny asumpt do twierdzenia o wybudowaniu swoistego scenariusza, mającego uwiarygodnić jedynie słuszną wersję okrutnego niemieckiego podstępu. Jak się zdaje aura w tej wersji wydarzeń, miała za zadanie uśpić czujność walczących.

Pomiędzy kolejnymi wierszami tej pracy, wyłania się w niezwykle jaskrawy sposób hipoteza, mówiąca że głównym powodem tragedii był jednak czynnik ludzki. Nie bagatelizuje on oczywiście ekstremalnych warunków otaczających zewsząd powstańców. Głód, krańcowe wyczerpanie fizyczne i psychiczne, brak broni, miażdżąca przewaga i okrucieństwo przeciwnika oraz brak nadziei na pomoc z zewnątrz-to wszystko w znaczący sposób określało sytuację. Lecz decydującym elementem był błąd człowieka, który się w tej strasznej sytuacji znalazł. Mieszkowski analizuje w tym miejscu rolę oficerów i dowódców, kierujących walką na tym odcinku Starego Miasta, jak i działania szeregowych i bardzo młodych, niedoświadczonych żołnierzy. Spośród relacji bezpośrednich świadków oraz źródeł, stara się złożyć w logiczną całość ciąg wypadków. Na tę układankę składają się zarówno personalne animozje, ambicje i konflikty na szczeblu dowódczym i szeregowym, oraz polityczne różnice i spory. To wszystko widziane zarówno z perspektywy powstańczej stolicy jak i dziesiątek lat później.

„Tajemnicza rana” mimo swoich oszczędnych rozmiarów bez wątpienia stanowi ważny głos w dyskusji dotyczącej tego najbardziej tragicznego w naszych dziejach Powstania. Odwaga i śmiałość poglądów autora oraz jego krytyczne spojrzenie połączone z dociekliwością stanowią atrakcyjną mieszankę dla tych czytelników, którzy nie ograniczają się do raz na zawsze ex cathedra stwierdzonych opinii i poglądów. Nie powinni raczej zaglądać do niej ci, którzy historii na nowo oglądać nie lubią i nie chcą.

Autor: Ł. Mieszkowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-280-0997-4
Liczba stron: 224
Oprawa: Twarda
lukasz-mieszkowski-tajemnicza-rana-2014-08-06-530x754

Komentarze