Odcięte głowy chińskich cywili/ Źródło: Wikimedia Commons

Jedna z największych zbrodni w historii ludzkości – „masakra nankińska”

Grudniowe dni 1937 r. oraz początek stycznia roku 1938 na zawsze wpisały się w historię ludzkości. W tym to okresie Japończycy dopuścili się bezprzykładnych mordów i gwałtów na mieszkańcach Nankinu, ówczesnej stolicy Chin. Wydarzenia te znane są w historiografii jako „masakra nankińska”.

Sklep Urodzeni Patrioci

7 lipca 1937 r. japońscy żołnierze sprowokowali tzw. „incydent na moście Marco Polo”, który był pretekstem do japońskiej inwazji na Republikę Chin. Rozpoczęła się wojna japońsko-chińska. Wojska cesarza Hirohito zaczęły zajmować coraz większe tereny Państwa Środka. Jednym z ich głównych celów w początkowej fazie kampanii było zdobycie Nankinu. Przed wojną populacja miasta wynosiła około miliona mieszkańców. W grudniu 1937 r. w Nankinie przebywało ponad 500 000 ludzi. Pozostali na wieść o nadchodzących wojskach japońskich opuścili miasto lub zostali ewakuowani przez chińskie władze. Do Nankinu przybyło jednak wielu mieszkańców pobliskich wiosek, którzy liczyli, że za murami stolicy będą bezpieczni. Myśleli, że nawet jeśli miasto upadnie to Japończycy będą traktować ich dobrze. Srogo się jednak rozczarowali. Co ciekawe wielu Chińczyków witało radośnie wkraczające japońskie pododdziały. Niektórzy wywieszali nawet ich flagi w oknach swoich domów. Większość Chińczyków nie radowała się z nadejścia żołnierzy agresora. Jednak to co zdarzyło się na przełomie grudnia i stycznia przeszło oczekiwania nawet największych pesymistów.

Oddziały japońskie, którymi dowodził generał Iwane Matsui weszły do miasta 13 grudnia 1937 r. Tuż po przekroczeniu bram Nankinu żołnierze japońscy zaczęli strzelać do każdego kto im się tylko nawinął pod lufy. Na ulicach, placach, targach, itd. rozpoczęły się masowe mordy i gwałty. Starcy byli znajdowani później z kulami w czaszkach, a zwłoki pomordowanych Chińczyków leżały praktycznie przy każdym domostwie. Cywile byli rozstrzeliwani czy dźgani bagnetami w domach, szkołach, urzędach, sklepach. Co ze zwłokami robili Japończycy? Dużym problemem były zwłaszcza masowe egzekucje, gdy ginęło po kilka czy kilkanaście tysięcy Chińczyków. Część zwłok zakopywano w przygotowanych masowych grobach, niektóre pozostawiano w miejscach, gdzie zostały zamordowane, pozostałe były wrzucane do rzeki Yangcy, a jeszcze inne oblewane benzyną i podpalane.

W mieście oprócz rzeszy cywili znajdowało się około 19 tysięcy chińskich żołnierzy. Zgodnie z rozkazami, żołnierze japońscy mieli ich wszystkich wymordować. Tych, których zdołali schwytać trzymali w odizolowaniu. Co się z nimi stało pokazuje przykład jednej z grup. Przez kilka dni nie otrzymywała ona ani jeść, ani pić. Aby uspokoić jeńców, Japończycy wmawiali im, że niedługo otrzymają pożywienie oraz pracę. W końcu zawiązano im nadgarstki za pomocą lin lub drutów i pod eskortą wyprowadzono w nieznane miejsce. Po kilku kilometrach marszu ich oczom ukazał się makabryczny widok. Przed nimi rozciągały się doły z pomordowanymi Chińczykami. Wokół ustawione były karabiny maszynowe. Uśmiechy japońskich oficerów z zakrwawionymi mieczami samurajskimi mówiły wiele. Po wojnie, dowódcy japońscy argumentowali takie potraktowanie jeńców jako konieczność. Argumentowali, że nie mogliby ich wyżywić, a także zlikwidowali zarzewie ewentualnego buntu. Jakkolwiek mordowanie żołnierzy chińskich Japończycy próbowali jakoś argumentować, tak zagłada ludności cywilnej nie może być usprawiedliwiona przez żadne twierdzenia. Największa jednorazowa masakra żołnierzy chińskich i mieszkańców Nankinu miała miejsce w okolicy Góry Mufu, na północ od miasta. W tym miejscu zgładzono blisko 57 000 Chińczyków. Ci, którzy przeżyli mogli dać świadectwa tego co się wtedy działo w stolicy Republiki Chińskiej. Niektórym osobom udało się przeczekać najgorsze chwile przy brzegach rzeki Yangcy, wygrzebywali się z masowych grobów, gdzie niejednokrotnie leżeli wśród ciał członków swoich rodzin czy przyjaciół. Znane są historie kobiet wbiegających do palących się domów w poszukiwaniu swoich dzieci. Kobiet, które już więcej z nich nie powróciły. Po ulicach spływała krew pomordowanych, których ciałami nikt się nie przejmował. Jeden z tych, którzy przeżyli wspominał: „To wyglądało jakby niebo płakało krwią”. Japończycy nie zważali na wiek czy płeć swoich ofiar, mordowali po kolei. Przy tym dochodziło często do makabrycznych sytuacji. Jeden z chińskich mieszkańców Nankinu wspominał jak widział klęczącego przed japońskim oficerem cywila, którego po chwili ów oficer ściął mieczem. Głowę zabitego oprawca zabrał „na pamiątkę”. Inną z dziesiątek przykładów jakie zabawy urządzali sobie poddani cesarza Hirohito ukazuje następująca sytuacja. Grupa japońskich żołnierzy podzielona na dwójki urządziła sobie zawody. Jeden z pary ścinał mieczem klęczących Chińczyków, a drugi szybko układał na stos toczące się głowy. Wygrała ta para, która zrobiła to w jak najkrótszym czasie.

Na chwilę przed dekapitacją.../ Źródło: Wikimedia Commons

Na chwilę przed dekapitacją…/ Źródło: Wikimedia Commons

Wartościowymi źródłami ukazującymi to co działo się w Nankinie są teksty japońskich korespondentów wojennych. Jeden z nich notował: „Widziałem stosy ciał po Wielkim Trzęsieniu Ziemi w Tokio, ale nic nie można porównać do tego”. Inny: „Przed wejściem do miasta widziałem 50-200 ciał płynących w dół rzeki Yangcy. Czy zginęli w walce, czy byli zabici po wzięciu do niewoli? A może byli to zamordowani cywile?”.

Japończycy w Nankinie nie ograniczyli się tylko do mordowania. Przedtem lubili się „zabawić” czego dowodem są opisy tortur jakich poddawali bezbronnych Chińczyków. Oto przykłady kilku z nich. Żołnierze japońscy nakazywali jednej grupie cywilów kopać sobie grób, druga grupa miała ich zasypać żywcem, itd. Ofiary ginęły z braku tlenu, a ci wydawało się szczęśliwcy, których korpusy czy głowy wystawały ponad poziom gleby ginęli, gdy przejeżdżali po nich żołnierze japońscy na koniach lub czołgi. Pojazdy pancerne przejeżdżały także po cywilach, których ukrzyżowane ciała były kładzione na drodze ich przejazdu. Chińczycy krzyżowani byli także przy ulicach, przybijano ich do słupów wysokiego napięcia. Rozebrani do naga Chińczycy służyli także za „worki treningowe”, oprawcy ćwiczyli wbijanie bagnetów w ich ciała. Grupa schwytanych zaprowadzona została do jednej z miejscowych szkół, gdzie po rozebraniu przywiązano nieszczęśników do kolumn budynku i następnie wbijano w ich ciała specjalne igły „zhuizi”. Przed niektórymi egzekucjami ciała mieszkańców Nankinu były okaleczane. Obcinano im nosy i uszy, wydłubywano oczy.

Ciała pomordowanych Chińczyków na brzegu rzeki Yangcy/ Źródło: Wikimedia Commons

Ciała pomordowanych Chińczyków na brzegu rzeki Yangcy/ Źródło: Wikimedia Commons

Wielką uciechę sprawiało Japończykom podpalanie swoich ofiar. Przykładowo jeden z żołnierzy związał 10 osób, wepchnął je do przygotowanego dołu, oblał benzyną i podpalił. Na ulicy Taiping żołnierze wezwali do gaszenia budynku miejscowych sprzedawców, po czym wepchnęli ich w pożogę. Mieszkańcy jednego z wyższych budynków zostali zagnani na jego dach. Schody prowadzące na dach zostały zniszczone, a dom podpalony. Nie chcąc umrzeć w płomieniach wszyscy Chińczycy popełnili samobójstwo, skacząc z dużej wysokości.

Inną torturą, którą można wymienić jest pojenie cywili benzyną, strzelanie w korpusy i radowanie się z eksplozji. Są także relacje, że grupy mieszkańców Nankinu spędzane były na place, wiązane, oblewane benzyną i podpalane. Grupy Chińczyków były zmuszane do rozebrania się do naga (przypominam, że był grudzień i styczeń), wejścia na powierzchnię zamarzniętych stawów, łamanie lodu i „łowienie ryb”. Nie muszę dodawać jak taka kąpiel kończyła się dla Chińczyków. Zdarzało się, że Japończycy nie czekali aż ich ofiary umrą z wychłodzenia i obrzucali je granatami. Szeroko praktykowaną przez Japończyków sztuką była dekapitacja. Bezbronni Chińczycy byli ponadto szczuci owczarkami niemieckimi, które atakowały szczególnie wrażliwe miejsca. Dzieci były często nadziewane na bagnety, a dorosłych zmuszano do picia różnego rodzaju kwasów. Niektórzy Japończycy obcinali swoim ofiarom genitalia, wyrzynali serca i wątroby. Wierzyli, że posilenie się w ten sposób doda im męstwa w nadchodzących bitwach.

Szczególnie „masakra nankińska” dotknęła chińskie kobiety. Jak podaje amerykańska dziennikarka Susan Brownmiller podczas wydarzeń w Nankinie doszło do jednego z największych zbiorowych gwałtów w dziejach. Bestialstwo Japończyków ustępuje tylko historii z Bangladeszu w 1971 r., gdzie Pakistańczycy w ciągu dziewięciu miesięcy zgwałcili między 200 000-400 000 tamtejszych kobiet. Historycy nie są w stanie ustalić dokładnej liczby zgwałconych kobiet, ale ocenia się ją na 20 000-80 000. Żołnierze japońscy urządzali prawdziwe „polowania” na Chinki. Ich ofiarami padały kobiety z każdej grupy społecznej, nie popuścili nawet staruszkom, które takie spotkania częstokroć przypłacały życiem. Kobiety wywlekano z domów. Często żądając ich w „pakiecie” z żywnością. Opornych ojców czy mężów mordowano na miejscu. Wielokrotnie dochodziło do zbiorowych gwałtów (w miejscowym seminarium siedemnastu żołnierzy zgwałciło jedną z kobiet), które kończyły się dobijaniem ofiary bądź pozostawianiem jej samej sobie. Chinki ratowały się jak mogły. Niektóre liczyły, że zdołają ukryć się na terenie swoich domów. Ukrywały się w ruinach, chlewach, ziemiankach, itd. Kobiety goliły głowy, aby upodobnić się do mężczyzn. Ubierały się w męskie stroje, brudziły się sadzą po twarzach. Robiły wszystko, aby wydawać się nieatrakcyjne dla żołnierzy japońskich. Takim sposobem było m.in. wymiotowanie przy oprawcach czy wymienianie chorób, na które zapadły. Pozostałe Chinki próbowały przedostać się do Bezpiecznej Strefy, którą w Nankinie zorganizowali Amerykanie i Europejczycy. Wiązało się z tym jednak ryzyko schwytania przez patrolujących miasto Japończyków.

Chińczycy kopią dla siebie grób/ Źródło: Wikimedia Commons

Chińczycy kopią dla siebie grób/ Źródło: Wikimedia Commons

Aby schwytać jak najwięcej kobiet, Japończycy posługiwali się także podstępem. Rozpuścili plotkę, że na jednym z targowisk kobiety mogą wymienić ryż i mąkę na kurczaki i kaczki. Chinki, które uwierzyły szybko przekonywały się, że zamiast drobiu czeka na nie coś innego. Wiele niepełnoletnich dziewczyn było gwałconych tak brutalnie, że umierały lub nie mogły się poruszać przez wiele tygodni. Jeden ze świadków tamtych makabrycznych wydarzeń wspominał, że widział jak Japończyk zgwałcił 10-letnią dziewczynkę i następnie przeciął ją samurajskim mieczem na pół. Pominę opisy tych najbardziej przerażających scen, ale mogę zaświadczyć, że opisy, do których dotarłem mogą przyprawić o mdłości.

W chorych umysłach japońskich żołnierzy pojawiały się naprawdę obrzydliwe pomysły. Wspomnę tutaj m.in. nekrofilię, do której zmuszano chińskich mężczyzn czy nakazywanie mnichom i księżom do współżycia z kobietami. Dużą przyjemność Japończykom sprawiał widok zmuszanych do kopulacji członków rodzin – córek z ojcami, braćmi z siostrami, itp. Ci, którzy odmawiali byli mordowani lub kastrowani. Japończycy wierzyli także, że zgwałcenie dziewicy uczyni ich mocniejszymi. Gwałtów dokonywali także oficerowie japońscy, niejednokrotnie później podpowiadając żołnierzom, aby „pozbyli się dowodów przestępstwa”. Jednym z najwyższych rangą zbrodniarzy był dowódca 6. Dywizji Piechoty generał Tani Hisao, który po wojnie stanął przed sądem za zgwałcenie w Nankinie 20 kobiet. Niektórzy żołnierze nosili „amulety” po swoich ofiarach (były to głównie kosmyki włosów).

Wiele kobiet, które padły ofiarą japońskich żołnierzy nie przyznało się później, że ich dzieci są owocem gwałtu. Część nowonarodzonych dzieci była następnie mordowana lub pozostawiana na pewną śmierć, gdyż ich matki nie mogły żyć z tym piętnem. Jeden z niemieckich dyplomatów przebywających w tym czasie w Nankinie w jednym ze swoich meldunków stwierdził, że w latach 1937-38 wiele kobiet popełniało samobójstwa w nurcie rzeki Yangcy.

Ilu Chińczyków zginęło z rąk japońskich podczas „masakry nankińskiej”? Oczywiście pełnej liczby nie sposób ustalić. Chiński badacz Sun Zhaiwei podaje liczbę 227 400 osób. Natomiast na ścianach centrum upamiętniającego ofiary masakry widnieje liczba 300 000. Niektórzy badacze japońscy podają dane dużo niższe, 38 000-42 000 zamordowanych. Po wojnie generał Matsui stanął przed Międzynarodowym Wojskowym Trybunałem dla Dalekiego Wschodu i został skazany na śmierć za zbrodnie, których dopuścili się jego żołnierze w Nankinie. Historycy jednak spierają się co do winy generała, winą obarczając księcia Asakę Yasuhiko.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty