Ożanna 3 maja 1945 r. Dowódcy oddziałów NZW (NOW) - od lewej Bronisław Gliniak "Radwan", Stanisław Pelczar "Majka" i Józef Zadzierski "Wołyniak"/ Źródło własne autora
Ożanna 3 maja 1945 r. Dowódcy oddziałów NZW (NOW) - od lewej Bronisław Gliniak "Radwan", Stanisław Pelczar "Majka" i Józef Zadzierski "Wołyniak"/ Źródło własne autora

Obrońca Zasania… kapitan Józef Zadzierski „Wołyniak”

1 marca przypadał kolejny już Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z tej okazji chciałem przedstawić sylwetkę jednego z nich – kapitana Józefa Zadzierskiego, „Wołyniaka”, żołnierza NOW (NZW), który wraz ze swoimi żołnierzami walczył w obronie ludności polskiej Zasania w latach 1943-46.

Józef Zadzierski przyszedł na świat 5 września 1923 r. w Kostopolu na Wołyniu. Od małego był zafascynowany wojskiem, w Równem, gdzie mieszkał przez kilka lat z rodziną często podziwiał polskich kawalerzystów i piechurów. Tutaj ukończył szkołę powszechną, a po przeprowadzce rodziny do Warszawy rozpoczął naukę w gimnazjum. Po wybuchu wojny młody Zadzierski pozostawił rodzicom kartkę z wiadomością, że udaje się walczyć za Ojczyznę. Kiedy wszyscy opłakiwali zaginięcie syna i brata niespodziewanie Józef pojawił się w domu. Okazało się, że podczas kampanii wrześniowej znalazł się w SGO „Polesie”, gdzie służył w zwiadzie konnym grupy gen. Kleeberga. W stolicy uczęszczał na tajne komplety, jednak co chwilę nakłaniał matkę, aby zezwoliła mu na kontakt z jedną z organizacji podziemnych. W 1941 r. uzyskał wreszcie pozwolenie i nawiązał kontakt z Narodową Organizacją Wojskową w Grójeckiem. Po jakimś czasie Józefa, który przybrał pseudonim „Zawisza” skierowano go do podchorążówki. W roku 1943 w grójeckiej komórce NOW nastąpiła wsypa i Zadzierski musiał uchodzić zagrożony aresztowaniem przez Gestapo. Wiosną tego roku skierowano go do Okręgu NOW Rzeszów (COP), gdzie otrzymał przydział do oddziału Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”. Na miejscu zmienił swój pseudonim. Od teraz znany był jako „Wołyniak”.

Pierwszą większą akcją przeciwko Niemcom, w której wziął udział Zadzierski była wspólna z AK akcja ataku na więzienie w Biłgoraju, przeprowadzona w drugiej połowie września 1943 r. „Wołyniak” z partyzantami „Ojca Jana” otrzymał rozkaz ubezpieczania ataku od zachodu. 23 września zajmujący swoje pozycje partyzanci NOW starli się z oddziałem niemieckiej żandarmerii. W walce pod Ujściem zginął m.in. komendant żandarmerii z Biłgoraja, porucznik Wilhelm Brunner.

Franciszek Przysiężniak "Ojciec Jan" - dowódca oddziału NOW-AK. Od marca 1945 r. dowódca oddziałów leśnych okręgu NZW "San"/ Źródło: Wikimedia Commons

Franciszek Przysiężniak „Ojciec Jan” – dowódca oddziału NOW-AK. Od marca 1945 r. dowódca oddziałów leśnych okręgu NZW „San”/ Źródło: Wikimedia Commons

Podczas swojego pobytu w oddziale Przysiężniaka, „Wołyniak” brał udział w akcjach przeciwko Ukraińcom i Niemcom rabującym polską ludność Zasania. Brał udział w akcjach pod Dąbrowicą, Hutą Deręgowską oraz ataku na posterunek niemieckiej żandarmerii we Frampolu. Partyzanci uczestniczyli także w akcjach zaopatrzeniowych. Święta Bożego Narodzenia w roku 1943 oddział „Ojca Jana” spędzić miał w wiosce Grabie. W tym czasie miał odbyć się także ślub kapitana Przysiężniaka z Janiną Oleszkiewicz. 27 grudnia nad ranem partyzanci zostali zaskoczeni przez Niemców. Prawdopodobnie wskutek niedostatecznego wystawienia ubezpieczeń wokół wsi nieprzyjaciel bez problemu otoczył śpiących Polaków, rozbijając w nierównej walce żołnierzy „Ojca Jana”. W trakcie starcia wyróżnił się szczególnie „Wołyniak”. Po zebraniu pozostałości oddziału Zadzierski skrytykował Przysiężniaka, obarczając go winą za śmierć kolegów. Następnie opuścił zgrupowanie, pragnąc walczyć na własną rękę. Udał się do wioski Tarnawiec, gdzie utrzymywał swoją kwaterę. Pod koniec roku został dowódcą dyspozycyjnego oddziału komendy okręgu NOW. Dowództwo okręgu postawiło przed „Wołyniakiem” zadanie ochrony polskiej ludności Zasania przed Ukraińcami oraz likwidację hitlerowskich konfidentów. Na terenie, na którym działał oddział Zadzierskiego głównym wrogiem polskiej ludności byli współpracujący z Niemcami członkowie ukraińskich formacji paramilitarnych i wojskowych. Ukraińcy czuli się panami tego obszaru, wiedząc że ich postawa wobec Polaków nie spotka się z negatywną kontrakcją okupanta. Po powołaniu do życia oddziału „Wołyniaka” sytuacja diametralnie się zmieniła. Odtąd ukraińscy mieszkańcy m.in. Kulna, Rudki, Wołczastego, Piskorowic czy Jastrzębca musieli trzymać się na baczności i pohamowywać swoje zapędy wobec swoich polskich sąsiadów. Żołnierze Zadzierskiego współpracowali także z 1. Ukraińską Dywizją Partyzancką dowodzoną przez Petro Werszyhorę, która w lutym i marcu 1944 r. działała na Zasaniu. Gdy wiosną 1944 r. swoją aktywność zaczęły przejawiać oddziały UPA partyzanci Zadzierskiego rozpoczęli kontrakcje przeciwko sympatykom tej zbrodniczej formacji. Częstokroć przebrani w niemieckie mundury partyzanci dokonywali niespodziewanych napadów na niemieckie i ukraińskie posterunki policji oraz karali zbyt gorliwych (także wśród polskiej ludności) hitlerowskich konfidentów. Kiedy front zbliżał się w rejon Zasania Niemcy przeprowadzili na tym terenie akcję pacyfikacyjną, chcąc oczyścić swoje zaplecze. Oddział przetrwał ten okres bez większych strat. W lipcu 1944 r. nawiązano kontakt z sowieckimi czołówkami, którym wskazano bezpieczny bród, przez który mogły one przeprawić się na lewy brzeg Sanu. Na rozkaz dowództwa okręgu NOW Rzeszów partyzanci Józefa Zadzierskiego wstąpili do tworzących się struktur „Polski Ludowej” „Wołyniak” stanął na czele posterunku Milicji Obywatelskiej w Leżajsku. Sowieci zapamiętali zgodną współpracę z partyzantami Werszychory oraz pomoc przy przeprawie przez San. Jak się okazało spokój wśród byłych członków polskiego podziemia nie trwał długo. Już we wrześniu NKWD aresztowało Zadzierskiego i osadzono w kazamatach rzeszowskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Po przesłuchaniach przez śledczych zapadł wyrok – sowieckie łagry. 26 listopada 1944 r. Józef Zadzierski znalazł się w pociągu zmierzającym na Wschód. Podczas „podróży” kilkunastu skazanym udało się wyrwać deski z podłogi wagonu i uciec. Wśród nich znalazł się również „Wołyniak”. Powrócił on do Tarnawca, gdzie zaczął odtwarzać swój oddział. W jego szeregi zaczęli trafiać byli żołnierze Zadzierskiego z oddziału dyspozycyjnego NOW, zagrożeni aresztowaniem przez NKWD i UB milicjanci, dezerterzy z WP oraz wszyscy ci, którym nie w smak były zaprowadzane komunistyczne porządki. Po odejściu Niemców głównym wrogiem żołnierzy podziemia niepodległościowego stali się Sowieci, polscy komuniści oraz UPA i sprzyjający im Ukraińcy. Głównymi miejscami postoju oddziału „Wołyniaka” były Tarnawiec i Kuryłówka. Partyzanci często swój obóz zakładali także w lesie Górki. Oddział liczył początkowo kilkunastu żołnierzy, by do maja 1945 r. osiągnąć liczebność kompanii. Wtedy to zgromadzone w Ożannie oddziały NZW (NOW) zostały zasilone przez dezerterów WP z Lubaczowa i Biłgoraja.

Opuszczenie przez Niemców terenu Zasania nie oznaczało spokoju dla mieszkających tutaj Polaków. Nadal pozostał do rozwiązania problem ukraiński. Wielu z nich sympatyzowało z OUN-UPA. Część zaczęła kierować swoje kroki w kierunku. Wielokroć mieszkańcy polskich miejscowości zwracali się do Zadzierskiego z prośbą o pomoc w konfliktach z nękających ich bandami UPA (najbardziej aktywny był tutaj kureń „Żeleźniaka”) czy zbrojnymi grupami Ukraińców z pobliskich wsi, którzy często napadali na polskie wioski razem z żołnierzami Armii Czerwonej. Na posterunki MO raczej nie można było liczyć. Szczególnie często dochodziło do starć z ukraińskimi mieszkańcami Kulna, którzy napadali na pobliską Kuryłówkę. W połowie marca 1945 r. doszło do największego starcia oddziału „Wołyniaka” z Ukraińcami z Kulna wspomaganymi przez czerwonoarmistów. Grupy napastników napadły na Kuryłówkę, grabiąc i podpalając wieś. Gdy do Zadzierskiego dotarła informacja o tych wydarzeniach zebrał swoich żołnierzy, uderzając na nieprzyjaciela. Po odparciu wroga z Kuryłówki, starcia przeniosły się do Kulna. W wyniku walk Kulno zostało zniszczone.

Kiedy 17 kwietnia 1945 r. banderowcy dokonali pacyfikacji wioski Wiązownica, mordując ponad 100 Polaków, komenda NOW postanowiła wziąć odwet na szykujących się do kolejnych mordów Ukraińców. Podziemie niepodległościowe otrzymało informację, że kolejny atak ma wyjść z Piskorowic, wioski dającej się już we znaki mieszkańcom Zasania. W nocy z 17/18 kwietnia oddział „Wołyniaka” otoczył Piskorowice. Następnie partyzanci rozbroili znajdujących się w wiosce kilkunastu czerwonoarmistów, podpalając część wsi i likwidując około 100 Ukraińców. Większe i mniejsze starcia z ukraińskimi bandami trwały do połowy następnego roku. Żołnierze „Wołyniaka” likwidowali ukraińskich kolaborantów z czasów okupacji, byłych żołnierzy SS-„Galizien”, konfidentów NKWD i UB, członków OUN-UPA, wspierających ich mieszkańców ukraińskich wsi. Nocą z 3/4 maja 1945 r. oddział „Wołyniaka” zajął Leżajsk. Partyzanci rozbroili przy okazji posterunek MO, a następnie urządzili wojskową defiladę. 24 marca 1946 r. Zadzierski ze swoimi ludźmi ponownie zajął Leżajsk. Ciekawostką jest fakt, że „Wołyniak” wjechał na swoim koniu na drugie piętro gmachu MO.

Największą bitwą, w której wziął udział oddział Józefa Zadzierskiego jest bez wątpienia starcie z NKWD pod Kuryłówką. Pod koniec kwietnia 1945 r. z Lubaczowa zdezerterowała szkoła podchorążych 2. Samodzielnego Batalionu Operacyjnego Wojsk Wewnętrznych, a na początku maja z Biłgoraja zdezerterował 3. Samodzielny Batalion Operacyjny Wojsk Wewnętrznych. Spora część z ex-członków obu jednostek trafiła do oddziałów leśnych na Zasaniu. W pościg za dezerterami wysłano mobilne oddziały NKWD – 11. Samodzielnego Pułku Pogranicznego NKWD oraz 372. Pułku Strzelców NKWD. Sowieci wpadli na ślad uciekinierów, a dowódcy oddziałów leśnych, które stacjonowały w tym czasie w Kuryłówce, Tarnawcu i Ożannie postanowili podjąć walkę z nieprzyjacielem. NKWD zaatakowało rankiem 6 maja 1945 r. Partyzanci lepiej znający teren i będący dobrze przygotowani do starcia uzyskali przewagę nad atakującymi. Do godziny 16:00 walka ustała, sowieci zostali rozbici, a partyzanci wycofali się z pola bitwy. Pod Kuryłówką poległo 5 partyzantów, a 7 zostało rannych. Co do strat enkawudzistów podawane są różne liczby, ale wyniosły one prawdopodobnie około 60-70 zabitych.

Latem 1945 r. na rozkaz szefa Wydziału I Organizacyjnego KG NZW Kazimierza Mireckiego „Tadeusza”, „Ojciec Jan” otrzymał rozkaz demobilizacji podległych sobie oddziałów. Z tym poleceniem nie zgodził się „Wołyniak”, który uważał, że nie ma warunków dogodnych do wyjścia swoich żołnierzy z konspiracji. Mimo swoich wątpliwości co do słuszności tego rozkazu pozwolił odejść z oddziału tym wszystkim, którzy by się na to zdecydowali. Jedni żegnali się z „Wołyniakiem” ale kolejni przybywali do oddziału. Większość z nowych partyzantów Zadzierskiego było członkami rozwiązanych oddziałów NOW-NZW.

Nagrobek kpt. Józefa Zadzierskiego na cmentarzu w Tarnawcu/ Źródło: zdjęcie własne autora

Nagrobek kpt. Józefa Zadzierskiego na cmentarzu w Tarnawcu/ Źródło: zdjęcie własne autora

Kolejne miesiące ostatniego roku wojny to próby unikania kontaktów z większymi pododdziałami NKWD, KBW czy pododdziałami 9. Dywizji Piechoty WP, która pojawiła się na Zasaniu w czerwcu 45 r., a której zadaniem była likwidacja UPA i oddziałów podziemia niepodległościowego na tym obszarze. Żołnierze Zadzierskiego potykali się także z członkami MO, którzy dość gorliwie wypełniali swoje obowiązki. Rozbrajano także posterunki MO (m.in. Jarocin, Giedlarowa, Frampol, Potok Górny, Łukowa), gdzie zdobywano broń, żywność, mundury. „Wołyniak” szczególną odrazą darzył konfidentów UB i NKWD, których bez zmrużenia okiem kazał likwidować.

Na początku czerwca 46 r., kilka tygodni przed zaplanowanym przez komunistów referendum ludowym w obliczu kolejnej akcji pacyfikacyjnej grożącej rozbiciem oddziału, „Wołyniak” wyruszył ze swoimi żołnierzami w Lasy Janowskie. Wraz z kolejnymi tygodniami z oddziału odchodzili kolejni partyzanci, mający dość walki i pragnący ułożyć sobie życie w cywilu. Na tropie grupy Zadzierskiego wpadały co jakiś czas pododdziały KBW i WP oraz funkcjonariusze UB. Dochodziło do potyczek, które co rusz osłabiały i tak już przerzedzony oddział kapitana „Wołyniaka”. Przewaga militarna komunistów sprawiała, że oddział ponosił coraz to większe straty i tak przykładowo: nocą z 4/5 czerwca pod Sieniawą Zadzierski stracił 4 zabitych i 14 aresztowanych; w połowie września pod Rzuchowem funkcjonariusze KBW zabili 4. i aresztowali 13. żołnierzy „Wołyniaka”; 15 października w starciu z Grupa Operacyjną KBW pod Leżajskiem poległo 11. partyzantów. W jednej z kolejnych potyczek, 13 listopada 1946 r. w okolicy kościoła w Tarnawcu ranny w rękę został dowódca. Raną zajął się doktor Stanisław Pojasek z Biłgoraja i wydawało się, że najgorsze minęło. Jednakże w grudniu „Wołyniak” nierozpatrznie uszkodził nie do końca zrośniętą rękę. Wdała się gangrena. Nocą z 28/29 grudnia 1946 r. we wsi Szegdy kapitan Józef Zadzierski „Wołyniak” popełnił samobójstwo, strzelając sobie w usta ze swojego ulubionego „nagana”. „Wołyniak” został pochowany w tajemnicy na cmentarzu w Tarnawcu.

CZYTAJ TAKŻE: <<<LEON TARASZKIEWICZ „JASTRZĄB” – ŻOŁNIERZ WIN NA POLESIU LUBELSKIM>>>

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty