Symbol "Werwolfu"? Źródło: Wikimedia Commons
Symbol "Werwolfu"? Źródło: Wikimedia Commons

„Wilkołacy” w akcji – zamach na Hutę „Małapanew” w Ozimku

W początkowych dniach kwietnia 1945 r. w sztabie Grupy Armii „Środek” dowodzonej przez feldmarszałka Ferdynanda Schörnera doszło do spotkania oficera SS – wysłannika SS-Obergruppenfűhrera Hansa Adolfa Prűtzmanna (Inspektora Generalnego Werwolfu) z Schörnerem. Celem rozmowy było powiadomienie przez owego oficera SS o planowanym przybyciu z Pragi grupy majora „Zeppa”, który wraz z kilkunastoma swoimi ludźmi miał zostać przerzucony za linię frontu. Jej głównym  zadaniem było uderzenia na hutę „Małapanew” w Ozimku, która pracowała na potrzeby Armii Czerwonej.

Kilka dni później w kwaterze niemieckiego feldmarszałka pojawili się „Wilkołacy”. Dywersanci zostali skierowani na jedno z polowych lotnisk pod Jelenią Górą, gdzie zostali wyposażeni w niezbędny sprzęt oraz gotówkę. Na miejscu zaopiekował się nimi oficer Oddziału Obce Armie Wschód. Lot został jednak przełożony z powodu zaangażowania pozostałych jeszcze Niemcom samolotów w walkach z nacierającymi wojskami radzieckimi i polskimi na Dolnym Śląsku i Łużycach. Dopiero 23 kwietnia „Zepp” otrzymał wiadomość, że na lotnisku czeka gotowy do lotu Ju-52. Część grupy miała na sobie mundury Wehrmachtu, natomiast pozostali otrzymali uniformy Armii Czerwonej. Pierwszą z nich dowodzić miał osobiście „Zepp”, a na czele drugiej stanął Rudolf Buchcik. Podczas lotu nad frontem Junkers został „wymacany” przez nieprzyjacielską artylerię przeciwlotniczą. Niemcy mieli jednak szczęście i uniknęli zestrzelenia przez „zenitówki” i wyskoczyli w ciemnościach na spadochronach.

„Zepp” – (oficer niemieckiej Luftwaffe o nieustalonym nazwisku) był absolwentem szkoły Wehrwolfu w Nysie. Jako jeden z licznych absolwentów niemieckich szkół dywersyjnych został skierowany na Dolny Śląsk. Jego pozostali „koledzy” otrzymali zadanie tworzenia oddziałów Werwolfu na Pomorzu Gdańskim, Pomorzu Zachodnim, w Sudetach i na Mazurach.

Po zebraniu obu grup okazało się, że ludność niemiecka nie wita „Wilkołaków” ubranych w niemieckie mundury z radością. Było odwrotnie – na widok ludzi „Zeppa” zamykano przed nimi drzwi i okna. Poruszanie się w terenie zajętym przez polskich czy radzieckich żołnierzy w mundurach Wehrmachtu nie było dobrym pomysłem. Niemcy musieli więc siłą zdobyć cywilne ubrania. Po zrzuceniu mundurów „Zepp” wysłał pierwszy meldunek. Następnie „czerwonoarmiści” Buchcika ruszyli w kierunku Ozimka. Ludzie majora „Zeppa” wyruszyli w ślad za nimi.

Pojawienie się w okolicy grupy Niemców, którzy nachodzili miejscową ludność w poszukiwaniu żywności i informacji zwróciło uwagę radzieckiego garnizonu z Opola oraz miejscowej komendy Milicji Obywatelskiej. Kilka dni po wylądowaniu „czerwonoarmiści” Buchcika wpadli na grupę prawdziwych żołnierzy radzieckich w wiosce Krasiejów. Doszło do walki, z której zwycięsko wyszli „krasnoarmiejcy”. W pobliżu pojawiły się kolejne pododdziały Armii Czerwonej, które okrążyły pozostałych przy życiu „Wilkołaków”. Major „Zepp” zdawał sobie sprawę, że poruszając się w grupie skazani są na najgorsze. Rozkazał swoim towarzyszom rozproszenie się. Ci, którym udałoby się przedostać przez pierścień okrążenia mieli zjawić się w Dańcu, w mieszkaniu Anastazji Rychlikowskiej. Po wymienieniu werwolfowego pozdrowienia – „Heil Wolf!” i odzewu – „Und der Freiheit!” Niemcy rozdzielili się.

Po kilku dniach okazało się, że do Dańca udało się przedostać jedynie „Zeppowi” i Buchcikowi. Ten drugi zdecydował, że wyruszy do wsi Budkowice Stare, gdzie miał kilku znajomych i tam rozpocznie tworzenie grupy Werwolfu. Major „Zepp” postanowił nie rezygnować z ataku na hutę „Małapanew”. Jednak, aby cel jego misji został spełniony musiał zrekrutować nowych „Wilkołaków”. Dzięki Rychlikowskiej udało mu się nawiązać kontakt z kilkoma byłymi żołnierzami Wehrmachtu, Waffen SS oraz członkami Hitlerjugend. Po stwierdzeniu, że wszyscy nadają się do walki odbyła się przysięga, a następnie dowódca przedstawił im zasady działania Werwolfu oraz główne zadanie, które nowo powołany do życia oddział miał spełnić. Na swojego zastępcę powołał Wiktora Mańkę, byłego członka Waffen SS. Niedługo potem obaj „Wilkołacy” nawiązali kontakt z dowództwem za Odrą oraz przygotowali w pobliskim lesie bunkier, gdzie ukryli aparat radiowy oraz broń.

Niemcy przeprowadzili rozpoznanie Ozimka i terenów wokół huty „Małapanew”. Zadanie okazało się trudniejsze niż początkowo sądził major „Zepp”. Dostanie się na teren huty nie wchodziło w rachubę. Wszędzie pojawiały się radzieckie patrole, a strażnicy nie wpuszczali nikogo do „Małapanew” bez specjalnej przepustki. Atak zbrojny nie wchodził w rachubę ze względu na dużą przewagę nieprzyjaciela. Szczęściem dla Niemców wywiadowca „Zeppa” doniósł mu o składowanych na stacji kolejowej w Ozimku stertach broni i amunicji oraz o pociągu z kilkoma wagonami materiałów wybuchowych. Co ważniejsze nikt ich praktycznie nie pilnował. Przywódca bandy „Werwolfu” doszedł do wniosku, że wysadzenie ton zgromadzonej przez Polaków i Rosjan amunicji zniszczy nie tylko hutę ale i całe miasto. Do wykonania zamachu wyznaczył dwóch „Wilkołaków”, Ryszarda Kulika i Józefa Bobera. Ten drugi miał niepostrzeżenie usypać ścieżkę z prochu, po której podpaleniu miał nastąpić wybuch. Niemcom udało się nie zwrócić na siebie uwagi i majowego dnia 1945 r. Ozimkiem wstrząsnęła potężna eksplozja. Z powierzchni ziemi zniknął momentalnie budynek stacji kolejowej. Przerażeni mieszkańcy i żołnierze byli świadkami kolejnych eksplozji, które równały z ziemią poszczególne budynki. Na ulicach ginęli ludzie, trafiani odłamkami pocisków. Polscy kolejarze zdołali odciągnąć wagony wypełnione kilkuset tonami amunicji poza zasięg kolejnych wybuchów. Żołnierze polscy i radzieccy, milicjanci i cywile rozpoczęli budowę zapory ogniowej, osłaniając zgromadzone sterty materiałów wybuchowych od płomieni. Na szczęście dla miasta zapora powstrzymała szalejące pożary – zażegnano niebezpieczeństwo. „Wilkołacy” wycofali się z Ozimka. Dowódca grupy Werwolfu nie był zadowolony z rezultatu ich akcji – główny cel jego misji nie został zrealizowany. Niemcy nie zrezygnowali jednak – „Zepp” i Mańka rozpoczęli dalszą działalność, ale to już inna historia.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty