Źródło: SSSO Strefa

XXXIII Edycja zdobywania odznaki Skoczka Spadochronowego Służb Ochrony [REPORTAŻ]

Korzystając z czasu wolnego miałem okazję uczestniczyć w XXXIII edycji zdobywaniu odznaki Skoczka Spadochronowego Służb Ochrony (Mundurowych). Warunkiem jej uzyskania jest przejście specjalistycznego szkolenia oraz wykonanie samodzielnego skoku techniką static line w umundurowaniu służbowym. To niecodzienne wydarzenie było doskonałą okazją do nabycia nowych umiejętności i wymagającym sprawdzianem dla psychiki.

Skacząc ze spadochronem każdy się boi. Nie wierzcie tym, którzy mówili, że się nie bali. Jest to nienaturalne i byłaby to nieprawda. Istota zagadnienia polega na tym żeby bojąc się – skakać.

gen. Stanisław Franciszek Sosabowski

Spadochroniarstwo w Polsce ma długą i chlubną tradycję. W ubiegłym roku uroczyście obchodzono 80 lecie spadochroniarstwa wojskowego w Polsce i 60 lecie powstania popularnych Czerwonych Beretów. W tym kontekście wypada wspomnieć chociażby o Cichociemnych, żołnierzach Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie zrzucanych na spadochronach w różnych regionach okupowanej Europy i Polski podczas II wojny światowej w celu prowadzenia walki z okupantem i organizowania ruchu oporu. Innym przykładem są spadochroniarze 1 SBS, którzy bohatersko walczyli w słynnej bitwie pod Arnhem. Skoki spadochronowe różnią się od siebie zarówno pod względem techniki, metody, jak i celu ich wykonania. Należy wyraźnie odróżniać masowe desantowanie spadochroniarzy z zasobnikiem z niskiego pułapu przy wykorzystaniem niesterowalnych spadochronów okrągłych, od tych wykonywanych w małych grupach na tzw. „skrzydłach” z dużych wysokości metodą HALO lub HAHO  w pełnym oporządzeniu i w aparaturze tlenowej. Zupełnie czymś innym jest jeszcze sport spadochronowy czyli skoki wykonywanie na celność lub akrobacje w powietrzu, albo wreszcie modny  obecnie z uwagi na jego komercyjny charakter skok w tzw. tandemie.

Organizatorzy szkoleń SSSO to dość nietypowa grupa na spadochroniarskiej mapie Polski. To byli żołnierze Czerwonych Beretów, którzy wraz z Muzeum Spadochroniarstwa i Wojsk Specjalnych w Wiśle oraz Stowarzyszeniem „GRH „Południe” – Polscy Spadochroniarze Wojskowi”, zajmują się popularyzacją spadochroniarstwa wojskowego, jego tradycji i historii.

U podstaw decyzji o ustanowieniu odznaki oraz organizacji kolejnych edycji jej zdobywania legło (słuszne!) przekonanie o konieczności integrowania środowisk służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa i jego obywateli. Pomysłodawcy, zaczynając najpierw od pracowników ochrony chcieli również wprowadzić do umundurowania wspólne odznaczenie dokumentujące związane z pracą w ochronie osiągnięcia. Odznakę ustanowiono w dniach 25 maja i 1 czerwca 2002 w ramach szkolenia spadochronowego służb mundurowych na lotnisku Aeroklubu w Nowym Targu. Z czasem inicjatywa przyciągnęła coraz więcej osób z różnych środowisk służb mundurowych, a obecnie nastąpiła pełna polaryzacja uczestników i odznakę SSSO zdobyli już wybrani przedstawiciele wszystkich służb w Polsce. Według statystyk organizatorów najliczniejszą grupę zdobywców odznaki stanowią funkcjonariusze Służy Więziennej, żołnierze i uczniowie klas mundurowych. Wśród uczestników znajdują się także osoby z zagranicy.

Autorem obowiązującego i chronionego prawnie wzoru odznaki jest Michał Witulski. Opracowany przez niego w 2014 roku nowy wzór nawiązuje do Znaku Spadochronowego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, przy projektowaniu którego wykorzystano motyw orła z okładki prospektu książki Józefa Kisielewskiego pt. „Ziemia gromadzi prochy”, autorstwa znanego artysty plastyka Mariana Walentynowicza. W przeciwieństwie jednak do Orła Walentynowicza zaadoptowanego masowo przez jednostki wojskowe, harcerstwo, organizacje proobronne (np. Strzelec) i inne środowiska mundurowe, projektant wybrał odmienną koncepcję plastyczną. Odznaka SSSO nie jest kolejną nieuprawnioną adaptacją wspomnianego wyżej wzoru na użytek własny. W odróżnieniu od projektu Mariana Walentynowicza, kształt orła SSSO buduje skrajnie inna, ostra, kanciasta sylwetka, składająca się wewnątrz z geometrycznie prostych, czworokątnych i trójkątnych obrysów piór i korpusu, mających tworzyć wrażenie dumnego, posągowego ptaka, zbudowanego ze stalowych elementów. Odznaka SSSO ma za zadanie kontynuować polską tradycję symboliki atakującego orła, jako falerystycznego motywu graficznego, potwierdzającego ukończenie specjalistycznego przeszkolenia i wykonanie skoku spadochronowego, jednocześnie dystansując się od rozwiązań estetycznych tożsamych dla wojskowych odznak spadochronowych większości armii świata.

fot. Paweł Kmiecik

fot. Paweł Kmiecik

Kurs w którym miałem okazję wziąć udział wraz z kolegą z jednostki wojskowej zrealizowano na malowniczym Podkarpaciu na terenie lotniska aeroklubu w Krośnie. Pomimo niepokojących prognoz, pogoda jako bardzo istotny czynnik szkolenia nie utrudniła nam wykonywania  skoków. Była nad wyraz życzliwa. Szkolenie można podzielić na trzy zasadnicze etapy. Pierwszy z nich ma charakter teoretyczny. Poznajemy tu między innymi budowę spadochronów szybujących, ich właściwości lotne, sterowanie spadochronem, sytuacje niebezpieczne jakie mogą wystąpić podczas skoku. Kolejna część obejmuje ćwiczenia praktyczne w uprzężach, ze szczególnym podkreśleniem użycia spadochronu zapasowego, oraz popularny w wojskach powietrzno-desantowych „aerobik”, czyli łączne czynności skoczka po oddzieleniu się od samolotu. Aerobik polega  na tym, że cała grupa razem, w określonym przez instruktora tempie, powtarza głośno po kolei poszczególne czynności nakazane skoczkowi do realizacji od oddzielenia się od samolotu. Ostatnim etapem, realizowanym w drugim dniu szkolenia, była praktyczna nauka zajmowania miejsc w samolocie, oddzielania się skoczka od samolotu oraz poprawnego lądowania na nogi złączone w kostkach i kolanach na skoczni trójstopniowej. Na koniec każdy uczestnik szkolenia miał obowiązek podejść do  egzaminu końcowego będącego praktycznym sprawdzianem nabytej wiedzy teoretycznej. Podczas kursu bardzo dużo uwagi poświęcano procedurom awaryjnym, aby zagwarantować wszystkim zarówno wysoki poziom bezpieczeństwa skoków jak również komfort i przyjemność lotu.

fot. Paweł Kmiecik

Po pobraniu i sprawdzeniu sprzętu w czteroosobowym wylocie udaliśmy się zająć odpowiednie do ustalonej kolejności skoku miejsca w samolocie. Sam skok i opadanie trwają w granicach 7 minut. Moment oddzielenia się od  samolotu i odliczanie do otwarcia czasy zapewnia solidną dawkę adrenaliny, a co ważniejsze, pozwala sprawdzić samego siebie. Z pewnością to jedna z tych chwil, które na trwałe zapisują się w ludzkiej pamięci. Później sterując skrzydłem można już praktycznie bez stresu podziwiać widoki i kierować się na środek lotniska, aby przygotować się do lądowania. Okazuje się, że lądowanie jest jednym z najważniejszych etapów skoku. Niepoprawne wyhamowanie spadochronu lub złe ułożenie sylwetki (zwłaszcza nóg!) przy kontakcie z ziemią może zakończyć się pobytem w szpitalu. Kursanci pod czujnym okiem kadry wspierającej ich wyczyny za pomocą radiotelefonów wszystkie skoki wykonali bezpiecznie i poprawnie. Instruktorzy czuwali nad bezpieczeństwem skoczków, także wtedy gdy Ci wykonywali już lot spadochronem podając przez radio stosowne komendy.

fot. Michał Witulski

fot. Michał Witulski

Na szczególne uznanie zasługuje wysiłek i profesjonalizm kadry instruktorskiej. Organizatorzy mają za sobą przecież już przeszło 50 edycji w ciągu 16 lat. Duże wrażenie wywarł mnie fakt, że jeden z instruktorów, Pan Andrzej Palenik, ma za sobą ponad 7 tysięcy skoków (z czego ponad 1000 jako tandempilot). Przejście opracowanego przez pomysłodawców programu szkolenia z użyciem autorskich paneli, pozwala w sposób bezpieczny wykonać samodzielny skok osobom, które robią to po raz pierwszy w życiu. Według danych organizatora zdobyciem odznaki mogą poszczycić się 1515 osób, z czego ponad 1300 wykonało skok ze spadochronem po raz pierwszy. Wiedza teoretyczna i nabyte umiejętności praktyczne wyniesione z kursu gwarantują zachowanie trzeźwej oceny sytuacji po oddzieleniu od samolotu i wykonanie wszystkich elementów skoku aż do samego lądowania.

fot. Michał Witulski

Adrenalina towarzysząca skokowi sprawia, że przećwiczony na ziemi schemat każdy wykonuje niejako automatycznie. Jest to szczególnie istotne w przypadku potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, które choć zdarzają się niezwykle rzadko muszą być brane pod uwagę. Instruktorzy szczególny nacisk kładą na warunki bezpieczeństwa oraz bacznie obserwują zachowanie adeptów spadochroniarstwa. W trakcie kursu panuje całkowita prohibicja (i słusznie!), a osoby nie stosujące się do poleceń kadry mogą pożegnać się dożywotnio z szansą na zdobycie odznaki. Warto podkreślić, iż instruktorzy skupiają się głównie na przekazaniu tylko niezbędnej ilości wiedzy praktycznej, co gwarantuje jej zapamiętanie i zastosowanie, bez robienia ze skoków spadochronowych nauki z rozszerzonymi panelami teoretycznymi.

fot. Michał Witulski

fot. Michał Witulski

W XXXIII edycji udział wzięło 37 kursantów z różnych regionów Polski. Zdecydowana większość osób na co dzień związana jest zawodowo z służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo. Obok żołnierzy zawodowych do zdobywania odznaki przystąpili między innymi funkcjonariusze Policji, Straży Granicznej, ochroniarze, funkcjonariusze Służby Więziennej, strzelcy z JS Strzelec i strażacy. W szkoleniu uczestniczyły także osoby ze środowiska cywilnego i młodzież z klas mundurowych. Nie zabrakło również pań, które dzielnie i bez przeszkód wykonały swój pierwszy skok ze spadochronem.  Wśród uczestników znaleźli się także weterani, dla których był to już kolejny skok na edycji SSSO. Wiele osób łapie tu przysłowiowego „bakcyla” kontynuując dalej swoją przygodę ze spadochroniarstwem.

fot. Paweł Kmiecik

fot. Paweł Kmiecik

Projekt odznaki pozwala na identyfikację ilości oddanych skoków. Na przykład zielony kolor podkładki wypełniający pustą przestrzeń między skrzydełkami, a czaszą, oznacza, że uprawniony do jej noszenia wykonał 15 skoków. Odznaka jest niezwykle estetyczna, widać że włożono w jej wykonanie masę pracy. Wobec zalewu naszego kraju pseudo spadochroniarskimi naszywkami, (często podłej jakości i zwyczajnie brzydkich) przyznawanymi na większości lotnisk aeroklubowych, od razu rzuca się w oczy, że odznaka SSSO jest z innej, wyższej półki.  Każdy egzemplarz jest wykonany solidnie, z miedzi posrebrzanej, o długości 7,5 cm, dodatkowo numerowany i przyznawany wraz z legitymacją. Uzupełnieniem metalowej odznaki jest naszywka noszona jak w pierwszym okresie 6PDPD, czyli 1 cm pod pagonem na lewym rękawie. W kategoriach estetycznych odznaka SSSO jest niewątpliwie jedną z najpiękniejszych odznak spadochronowych. Osobiście urzekła mnie także atmosfera towarzysząca wydarzeniu. Jest to z pewnością jeden z powodów dla których wielu skoczków pojawia się na następnych edycjach. Jestem przekonany, że również w moim przypadku nie była to ostania przygoda ze spadochronem.

Na koniec pragnę podziękować instruktorom za profesjonalne podejście, a organizatorom i wszystkim uczestnikom za wspaniałą atmosferę. Szczególnie podziękowania składam na ręce Pana Krzysztofa Witulskiego za cenne wskazówki i pomoc merytoryczną przy opracowaniu niniejszego reportażu.

Po więcej informacji oraz zdjęć zapraszam na stronę internetową i facebookową organizatora.

Komentarze

Absolwent Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej w Warszawie (obecnie Akademii Sztuki Wojennej). Instruktor strzelectwa sportowego, instruktor kalisteniki i zagorzały fan trekkingu. Zdobywca Wojskowej Odznaki Górskiej 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. Członek grupy rekonstrukcyjnej SPAP Wojkowice i Stowarzyszenia "Głos bohatera". Do jego zainteresowań należą między innymi terroryzm międzynarodowy, przestępczość zorganizowana, społeczne inicjatywy w obszarze bezpieczeństwa i obronności oraz zarządzanie w sytuacjach kryzysowych.