Erwin Rommel „Piechota Atakuje” – recenzja

Lektura wspomnień napisanych przez postaci szeroko znane z kart historii, niesie za sobą zarówno liczne walory poznawcze jak i niebezpieczeństwa tego typu. Z jednej strony dostarczają one unikalnych informacji czy wątków wcześniej zupełnie nie znanych bądź interpretowanych w sposób niewłaściwy. Z drugiej jednak mogą prowadzić czytelnika na manowce, skłaniając go do podzielenia subiektywnej wizji autora.

Chwalebnym wyjątkiem na tym tle mogą stanowić prace, w których główny nacisk kładzie się nie na własną osobę ale na dziedzinę, w której dany człowiek zasłynął. Tak też stało się w przypadku feldmarszałka Erwina Rommla, który jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej wydał książkę „Piechota atakuje”. Opublikowana nakładem Instytutu Wydawniczego Erica praca „Lisa Pustyni” nie jest na pewno typowym pamiętnikiem. Czytelnik może raczej odnieść wrażenie, że ma momentami do czynienia z quasi podręcznikiem akademii wojskowej. Treść dominuje nie Rommel- człowiek ale żołnierz a ściślej dowódca. I to właśnie cały wachlarz doświadczeń uczestnika zmagań I Wojny Światowej stanowi pryzmat, przez który autor ukazuje samego siebie. Widzimy zatem chronologicznie ułożone opowieści z kolejnych teatrów działań zbrojnych w Europie, na których przyszło walczyć młodemu Erwinowi. Niemal natychmiast rzuca się w oczy nieco lakoniczny sposób formułowania myśli. Typowo żołnierski, szorstki ale jakże treściwy. Daje się wręcz namacalnie wyczuć ogromną potrzebę autora do przekazania jak największej ilości szczegółów i konkretów. Prawdopodobnie chciał w ten sposób zakamuflować brak możliwości wyartykułowania kwestii, o których ludziom nieznającym okrucieństw wojny powiedzieć jest wręcz niemożliwością. Mimo takiego sposobu prowadzenia narracji, przyszłemu feldmarszałkowi Rzeszy udaje się skutecznie zaciekawić czytelnika. Sprawnie wykreowana fabuła, żywe i niezwykle sugestywne obrazy przenoszą odbiorcę bez najmniejszego problemu w realia armii cesarskich Niemiec. Świstu kul czy szczęku bagnetów nie słyszymy gdzieś z oddali, lecz jesteśmy w samym centrum akcji wraz z podkomendnymi Rommla.

Struktura całej pracy przypomina zbiór raportów z pola walki. Spisujący je żołnierz stara się przeanalizować przebieg danej potyczki w sposób jak najbardziej pełny i wyczerpujący. Bierze przy tym pod uwagę wszelkie elementy wojskowego rzemiosła. Znajdujemy zatem szereg informacji na temat własnego potencjału bojowego na tle efektów poczynań przeciwnika. Szybka ocena wyszkolenia podwładnych, braki aprowizacyjne, uwagi na temat ukształtowania terenu. To wszystko konfrontuje autor z własnym przygotowaniem militarnym oraz wizją sztuki wojennej. Niezwykle interesującym elementem jest fakt zamieszczania na końcu każdej z części tej pracy, swoistego podsumowania. W rozważaniach tych wyraźnie z pewnej perspektywy czasowej, zawarto bogate refleksje teoretyczne komentujące wcześniejszą treść akcji bojowych. Autor podał w nich mnóstwo rad i wskazówek dotyczących jego zdaniem prawidłowego i jak najbardziej optymalnego zachowania się wojska w danej sytuacji. Przeanalizowane konkretne zdarzenie jest jakby egzemplifikacją poglądów Rommla- wojennego praktyka. W tym aspekcie najsilniej uwidacznia się dydaktyczny aspekt tej pracy. Nie miała być ona zatem w założeniu wyłącznie literacką rozrywką a leksykonem metodycznym, pełnym sprawdzonych w ogniu wskazań i zaleceń.

Na polu pisarstwa wspomnieniowego powstało dotychczas bardzo wiele dzienników czy diariuszy dotyczących kluczowych momentów w dziejach. Również w sferze stricte wojennej znamy ich nie mało. Jednak szczególnie cenne wydają się te pozycje spisane przez wybitnych dowódców. Do takich zaś bez wątpienia zalicza się Erwin Rommel. Pozwalają one w sposób znacznie głębszy na poznanie i zrozumienie tych elementów, które stworzyły czy przygotowały przyszłych zwycięskich wodzów. Nierzadko to właśnie w takich wspomnieniach należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego jedni żołnierze wykreowali potęgę a inni zniknęli w masie im podobnych. Pozwalają one ponadto przesiać przez sito kontekstu polityczno-gospodarczego czy społecznego te obiektywne czynniki, które się złożyły na końcowy sukces na polu bitewnym czy w sztabowym gabinecie. W pracy „Piechota atakuje” można dostrzec jak na dłoni całą gamę wielorakich elementów, które złożyć się miały w przyszłości na postać słynnego dowódcy. Talent, przygotowanie merytoryczne, praca, zawziętość, doświadczenie w ogniu walki. To wszystko zdaje się być dość typowe. Tym zaś co wyróżnia Rommla na tle innych dowódców są znakomity kontakt z podwładnymi bez względu na stopień oraz spore zdolności pedagogiczne. Z kart tej książki wyłania się obraz człowieka, który wie jak od podstaw stworzyć naprawdę dobre wojsko.

„Piechota atakuje” jest pozycją na historycznym rynku wydawniczym, po którą bez wątpienia powinni sięgnąć zarówno amatorzy dobrej autobiografii jak i ci, którzy chcieliby poszerzyć swoją bibliotekę o solidną porcję informacji na temat I Wojny Światowej. Bogactwo różnorakich faktów i danych militarnych w połączeniu z dobrze skonstruowaną opowieścią nie zawiodą na pewno też nikogo kto chciałby głębiej odkryć postać jednego z najbarwniejszych dowódców ostatniej wojny światowej. Tym bardziej, że nie zostało dzieło to okraszone politycznymi czy ideologicznymi naleciałościami, od których przecież Rommel w swoim życiu miał nie być wolnym. Książka warta polecenia.

Tytuł „Piechota atakuje”
Autor Erwin Rommel
Wydawnictwo Erica
Oprawa miękka
Rok wydania 2015
ISBN 978-83-6418-586-1
Liczba stron 416

 

 

Komentarze

Najpopularniejsze posty