zafganistanu

M. Ogdowski – Z Afganistanu.pl

Gdy w październiku 2001 r. wojska USA wsparte przez siły Paktu Północnoatlantyckiego zaatakowały Afganistan, w celu rozbicia Al-Kaidy Osamy bin Ladena odpowiedzialnej za zamachy na World Trade Center i Pentagon, nikt nie spodziewał się, że wojna ta przedłuży się na kolejne 11 lat. Jednak w dobie konfliktów hybrydowych, które dominują w XXI w., po właściwej inwazji oraz pokonaniu regularnej armii przeciwnika rozpoczyna się okres stabilizacji rejonu objętego działaniami wojennymi, który często trwa dłużej niż sama operacja militarna.

Od początku wojny w Afganistanie w ramach Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa (International Security Assistance Force – ISAF) bierze udział również Wojsko Polskie. Pierwsza grupa 300 polskich żołnierzy została skierowana tam już 16 marca 2002 r., obecnie zaś Polski Kontyngent Wojskowy został zwiększony do blisko 2500 żołnierzy. Przez cały okres działalności polskiej misji wojskowej przez Afganistan przewinęło się blisko 15 tys.misjonarzy. To właśnie tym ludziom, a w szczególności o nich, poświecona jest książka Marcina Ogdowskiego „Z Afganistanu.pl Alfabet polskiej misji” wydana na polskim rynku przez Wydawnictwo Ender.

Kim jest Marcin Ogdowski? Jak sam pisze w swojej książce: „myślę, że byłbym kiepskim żołnierzem. Nienawidzę ścisłej hierarchii i bezwzględnego podporządkowania. Pewnie dlatego zamiast armii wybrałem studia socjologiczne, a później zawód dziennikarza”. A więc autor książki jest dziennikarzem nowych mediów, pracującym pod protekcją portalu internetowego INTERIA.pl. Jednak ze względu na zainteresowanie wojskiem został korespondentem wojennym, działając pod auspicjami portalu znalazł się w Iraku, a następnie w Afganistanie. Od 2009 r. prowadzi blog internetowy zAfganistanu.pl.

Zamieszczone wpisy na powyższym blogu, oczywiście poszerzone i usystematyzowane tematycznie w formę alfabetu, stały się podstawą do omawianej przez nas książki. Natomiast cały reportaż w mniemaniu autora ma pokazać czytelnikowi w miarę pełny i rzetelny obraz polskiej misji. Aby się o tym przekonać wystarczy wziąć do ręki książkę i rozpocząć lekturę. Przygodę z misjonarzami rozpoczynamy od literki A jak Ajdik – spolszczonego akronimu IED (Improvised Explosive Device), czyli improwizowanego ładunku wybuchowego. To właśnie ładunki konstruowane najczęściej z rolniczego nawozu, bomby-pułapki potrafią zniszczyć opancerzony pojazd, nierzadko zabijając jego załogę. Autor reportażu przytacza dane, że ponad połowa strat poniesionych przez koalicję w Afganistanie to ofiaryajdików. Strach przed ładunkami nie był obcy również Ogdowskiemu, albowiem jak przystało na prawdziwego korespondenta uczestniczył w nie jednym patrolu bojowym. A co ważniejsze był uczestnikiem pechowego konwoju, w którym zginął plutonowy Marcin Poręba – pierwszy Polak zabity przez IED w Kołowym Transporterze Opancerzonym Rosomak. Skoro mówimy o śmierci to w książce poruszone zostało również wiele trudnych spraw, nie zawsze czysto związane z działaniami wojennymi, czy kwestiami czysto militarnymi, ale problemy z którymi codziennie spotykają się misjonarze. Najlepszymi przykładami są tutaj takie rozdziały jak „E jak Emocje”, „K jak Koleżeństwo”, „H jak Hołd” czy „T jak Trauma” w którym to poruszona jest sprawa PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego. Temat pomocy weteranom misji zagranicznych w Polsce jest mało znany. Jest to sprawa trudna, która często zamyka się w kręgu rodzinnym, ale często nieleczona może doprowadzić do tragedii.

Z Afganistanu.pl” nie jest kolejną książką opisującą dywagacje na temat słuszności afgańskiej misji, czy jej wypełnianych celów – to nie książka naukowa, bo chyba jest jeszcze za wcześnie na takie przemyślenia. Jest ona przede wszystkim reportażem o ludziach, napisana z punktu widzenia obserwatora partycypującego. Ogdowski, jako reporter mieszkał z żołnierzami, jeździł z nimi na patrole bojowe i kilkakrotnie narażał z nimi życie. Poprzez bliskość, jaką z nimi utrzymywał zawiązały się koleżeńskie więzi, z którymi wielokrotnie spotykamy się podczas czytania. Przykładem może być naśmiewanie się z logistyków, jako obozowych dekowników albo żołnierzy GROM, których nazywa prześmiewczo difakowcami – od skrótu DFAC czyli stołówka, gdzie oddziały specjalne jadały wyłącznie w swoim gronie. Ogdowski często naśmiewa się z wojskowego życia, przede wszystkim oficerów czy żandarmów, którzy dbają o regulamin wśród jednostek bojowych (np. nieregulaminowy ubiór czy długa broda), a sami często nie wychylili nosa za obszar bazy: „kiedyś widziałem majora rugającego szeregowca za łajzowaty wygląd. […] Znałem tego szeregowca, a major mieszkał blisko mnie – następnego dnia ów żołnierz wsiadł do Rośka i pojechał na patrol. A major wystawił leżak i opalał się przed kampem”. To poprzez walkę zwykłych żołnierzy bojówki, nazywanymiIndianami, z oficerami, popularnie nazywanymi dzbanami, opowieści Ogdowskiego zyskują autentyzmu. Bo przecież gdzie kończy się logika tam zaczyna się wojsko – to powiedzenie sprawdza się zarówno w koszarach, jak i na misjach. Gdzie przykładowo potrzebny był żołnierski „bunt”, aby decydenci wprowadzili do Afganistanu KTO Rosomak tym samym zwiększając bezpieczeństwo, czy poprawili standard zwyczajnych kibli podnosząc tym samym komfort w bazach.

Publikacja Ogdowskiego to również krótkie, bo liczące zaledwie 250 stron, kompendium wiedzy o Polskim Kontyngencie Wojskowym, ale także i o samym Afganistanie. Śledząc kolejne karty książki poznamy specyficzny językmisjonarzy, gdzie Afgańczycy to szuszfole bądź brudasy, ale często i swojsko brzmiąco skurwysyny, natomiast żołnierze ANA (Afghan National Army) to analsi bądź anusiaki. Nowych nazw dorobił się nawet sprzęt używany przez Polaków, i tak KTO Rosomak stał się świniakiem lub zdrobniale Rośkiem, śmigłowce natomiast określane są mianemśmigieł bądź wiatrakiem. Myślę że dużą ciekawostką dla potencjalnego czytelnika jest rozdział zatytułowany „U jak Uposażenie”, w którym dowiemy się jaką wypłatę otrzymuje misjonarz. Ile? Zakładając maksymalne stawki – od 10 tys. zł w przypadku szeregowca do ponad 21 tys. zł dla generała – czy to dużo za narażanie życia to odpowiedzmy sobie sami.

Marcin Ogdowski w swojej książce pokazuje, w przeciwieństwie do komunikatów MON, prawdziwe oblicze misji – strach i walkę z własnymi słabościami, niepokój o kolegów, którzy wyjechali na patrol czy zostali ranni, ale zwraca uwagę również na problemy z rozpoznaniem wroga czy trudnościami, jakie na misjonarzy zrzucają oficerowie, czy decydenci siedzący sobie w ciepłych fotelach w kraju. Nie owija w bawełnę pisząc, że nie jest to misja stabilizacyjna, ale prawdziwa wojna asymetryczna, gdzie pomimo ogromnej przewagi wyszkolenia oraz wyposażenia polscy żołnierze walczą, zostają ranni i giną z rąk wiele słabiej uzbrojonych Talibów. A to że żołnierze giną widzimy po zakończeniu książki, gdzie autor umieścił coś w rodzaju tablicy pamięci, w której znajdziemy 37 nazwisk poległych w Afganistanie wraz z ich przydziałem oraz datą śmierci. Książka ukazuje również obłudę polityków, którzy po każdej medialnej informacji o śmierci polskiego żołnierza, wychwalają normalizację sytuacji w Afganistanie, podczas gdy zarówno demokratyczne wybory, jak i sama władza prezydenta Hamida Karzaja są tam nadal farsą.

„Z Afganistanu.pl” to nie tylko same słowo pisane luźnym i wciągającym językiem, ale również doskonale dobrane i wykonane zdjęcia. Na własne oczy możemy obejrzeć sprzęt używany przez Polaków czy przepiękne krajobrazy nawiedzonego, przez prawie 40 lat, wojną Afganistanu. Oprócz tego Ogdowski w swojej książce uwiecznił życie codzienne żołnierzy zarówno w bazach wojskowych, jak i poza nimi, ale także i zwykłych Afgańczyków, którzy pomimo przeciwności losu żyją dalej.

Na koniec chciałbym przyczepić się do dwóch małych szczegółów. Po pierwsze czasem w tekście zdarzają się literówki, chociaż nie przeszkadzają w czytaniu to zwracam na to uwagę, bo zaczyna mnie denerwować, iż w nowych publikacjach coraz częściej powtarzają się podobne błędy. Po drugie martwi mnie troszkę wykonanie książki. O ile, jakość papieru jest bardzo dobra, ponieważ została wydana na papierze kredowym to obawiam się klejenia samych kartek, które może nie wytrzymać dłuższej eksploatacji, bo szczerze powiedziawszy do książki zamierzam wracać kilkakrotnie.

Pomimo tych małych i nieistotnych potknięć książkę oceniam bardzo wysoko. Publikacja ze względu na swój charakter, stojący do opozycji suchych faktów przekazywanych przez MON bądź prasę czy telewizję. Polecam wszystkim czytelnikom, zarówno interesującym się militariami jak i zwykłym „zjadaczom chleba”. Jednak w szczególności polecam ja tym, którzy tak ochoczo wypisują szkalujące komentarze na portalach internetowych, gdy pojawia się informacja o śmierci polskiego żołnierza podczas misji. Myślę, że po lekturze tego reportażu zrozumieją, czym naprawdę jest misja stabilizacyjna w Afganistanie oraz z jakiego powodu jadą tam nasi żołnierze.

Komentarze

Absolwent historii i politologii na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się historią wojskowości XX w., stosunkami międzynarodowymi, terroryzmem oraz polskimi misjami stabilizacyjnymi poza granicami kraju.