Extremalna promocja notebooka MSI
Myśliwce PZL P.11c / Źródło:Wikimedia

Polski pilot, który uwierzył w pokojowe zamiary sowietów we wrześniu 1939 roku!

W połowie września 1939 roku sytuacja wojsk polskich walczących z Niemcami była bardzo trudna, mimo to marszałek Śmigły-Rydz wraz ze swym sztabem wierzył w ostatnią szansę obrony w oparciu o tzw. „przedmoście rumuńskie”. Sowiecki atak na Polskę 17 września 1939 roku, zburzył nie tylko plan marszałka lecz okazał się także istnym kataklizmem dla tysięcy Polaków walczących na froncie.

Sklep Urodzeni Patrioci

17 września 1939 roku, o świcie siły dwóch sowieckich frontów na całej długości przekroczyły całą granicę z Polską. Zgodnie z  kłamliwą i oszczerczą retoryką Stalina, „wobec upadku Polski Armia Czerwona wkraczała by zapewnić ochronę Ukraińcom i Białorusinom zamieszkującym terytorium polskie, a także by uwolnić naród polski od nieszczęśliwej wojny” (sic!) W celu propagandowego poparcia wtargnięcia w granicę II RP, sowieci zrzucali duże ilości ulotek zapewniających o ich pokojowych zamiarach. Działania te miały na celu zdezorientować i rozbić moralnie stronę polską. Trzeba przyznać, że w wielu miejscach ta taktyka przyniosła pewne skutki w postaci rozprężenia w oddziałach polskich. Wspomina o tym w swych wspomnieniach szef sztabu generalnego gen. Wacław Stachiewicz:

„Dezorientacja w terenie była zupełna na skutek zachowania się żołnierzy sowieckich, którzy – jak brzmiały meldunki – na ogół nie strzelają, do naszych odnoszą się z demonstracyjną przychylnością, częstują papierosami itp., mówiąc, że przychodzą nam na pomoc przeciw Niemcom. Jedne oddziały meldują, że się bronią, inne odchodzą pod naciskiem sowieciarzy, inne nie wiedzą w ogóle co robić i jak odnieść się do sowietów”.

Sowiecka ulotka propagandowa zrzucana 17 września 1939/Źródło:Wikimedia

Sowiecka ulotka propagandowa zrzucana 17 września 1939/Źródło:Wikimedia

Pierwszy opór przeciw najeźdźcy stawili dzielni żołnierze z Korpusu Ochrony Pogranicza, jednak 25 batalionów na blisko 1400 kilometrowej granicy nie mogły powstrzymać naporu wroga posiadającego przewagę liczebną. Sytuację pogarszała postawa Śmigłego-Rydza, który zwlekał z podjęciem kluczowej decyzji o zachowaniu się wojska wobec sowietów. Chaos pogłębił nadany przez radio 17 września o godzinie 21:40 rozkaz, mówiący o tym by ewakuować się do Rumunii i na Węgry najkrótszymi drogami oraz „z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów”.

Opuszczenie przez naczelne władze terytorium Polski stanowiło kolejny cios w i tak już nadwyrężone morale Polaków walczących z najeźdźcami. Brak kluczowej decyzji o określeniu sowietów jako wrogów doprowadził do tego, iż wielu z Polaków uwierzyło w przyjazne zamiary sowietów. Wśród nich był podporucznik pilot Aleksander Wróblewski, który w przeciwieństwie do kolegów odlatujących ostatnimi sprawnymi maszynami do Rumunii niewątpliwie w wyniku szoku skierował swój samolot na wschód! Łudząc się możliwością dalszej walki z Niemcami u boku sowietów pilot w czasie lądowania rozbił swój samolot i doznał niewielkich obrażeń. Jego relację na temat tych wydarzeń odnajdujemy w książce III/1 Dywizjon Myśliwski:

„Przyjęli mnie dość życzliwie, ale na wszelki wypadek zamknęli najpierw w chlewie ze świniami, a potem w miejscowej „pace”, gdzie przesiedziałem do 25 września i skąd przewieźli mnie z grupą jeńców do Kozielszczyna. Po kilku tygodniach dowiedzieliśmy się o pakcie z Niemcami i ponownych rozbiorach Polski. Rozpacz była okropna, szczególnie, że na 8000 jeńców byłem jedynym, który im sam dobrowolnie wlazł w ręce. Pobyt w Rosji wyleczył mnie ze wszystkich złudzeń, jakich chwyciłem się w tragicznej chwili.”

Jedyny zachowany egzemplarz myśliwca PZL P.11c znajdujący się w Muzeum Lotnictwa Polskiego, to właśnie na takiej maszynie swój ostatni lot w kampanii wrześniowej odbył ppor. Wróblewski/ Źródło: Wikimedia

Jedyny zachowany egzemplarz myśliwca PZL P.11c znajdujący się w Muzeum Lotnictwa Polskiego, to właśnie na takiej maszynie swój ostatni lot w kampanii wrześniowej odbył ppor. Wróblewski/ Źródło: Wikimedia

Podporucznik Wróblewski miał jednak szczęście, gdyż w przebraniu szeregowca zdołał dostać się do grupy skierowanej na wymianę z Niemcami, a następnie uciec z pociągu w którym transportowano go do obozu w głębi Rzeszy. Po przedostaniu się na teren okupacji niemieckiej, pilot działał jako kurier na trasie Warszawa – Budapeszt, następnie zaś przedostał się do Francji gdzie odtwarzane było Wojsko Polskie. W 1941 roku został pilotem słynnego Dywizjonu 303 jednak pozostał w cieniu swoich słynnych kolegów. 25 marca 1942 roku skończyło się „wojenne szczęście” naszego bohatera, bowiem zginął zestrzelony nad kanałem La Manche.

 

Bibliografia:

Jurga T., 1939.Obronna Polski i Europy, Warszawa 2014

Łydżba Ł., Rogusz M., III/1 Dywizjon Myśliwski, Czerwonak 2015

Pawlak J., Polskie eskadry w wojnie obronnej 1939, Warszawa 1982

Stachiewicz W., Pisma, Tom II:Rok 1939, Paryż 1979

Komentarze

Absolwent historii na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie. Interesuje się historią wojskowości XIX i XX wieku oraz dziejami Rosji. Był członkiem koła historyków krajów Europy Wschodniej.

Najpopularniejsze posty