Jeden z tuneli Cu Chi/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Cu_Chi_Tunnel#mediaviewer/File:Cu_Chi_original_tunnel.jpg

Walczyć można i pod ziemią…Tunele Cu Chi podczas wojny w Wietnamie

Stosunkowo mało znanym, ale bardzo interesującym aspektem wojny w Wietnamie, czy jak kto woli II wojny indochińskiej było istnienie podziemnych tuneli Cu Chi. Walka pomiędzy partyzantami Viet Congu, a amerykańskimi żołnierzami była niezwykle frapująca, zwłaszcza dla tych drugich.

Tunele Cu Chi w dystrykcie o tej samej nazwie zajmowały długość setek kilometrów, łącząc przedmieścia Sajgonu z granicą kambodżańską. Teren ten był ważny zarówno dla wojsk amerykańskich jak i partyzantów Viet Congu. Tunele były zagrożeniem dla Sajgonu, a obecność w tym rejonie wrogiej partyzantki zajmowała stacjonujące w dystrykcie dywizje amerykańskie. Z kolei dla Wietnamczyków z Północy na terenie Cu Chi łączyły się szlaki zaopatrzeniowe partyzantki prowadzące z Kambodży. Stąd również Sajgon zaatakowali partyzanci podczas „Ofensywy Tet” w 1968 r. Historia tuneli rozpoczyna się w latach 40 XX wieku, gdy Viet Minh rozpoczął walkę z francuskimi kolonistami w Indochinach. Ich główną rolą było ukrywanie partyzantów, utrzymywanie łączności między wioskami oraz omijanie francuskich patroli. Oblicza się, że w ciągu I wojny indochińskiej wykopano 48 km tuneli. Do czasu przybycia na teren Wietnamu Południowego wojsk amerykańskich liczba ta wynosiła już 200 km.

Partyzanci  Viet Congu oczekiwali ukryci w wejściach do tuneli na amerykańskie transporty, detonując w odpowiedniej chwili przygotowane ładunki wybuchowe. Po napotkaniu na kolejny szyb, żołnierze amerykańscy byli zobligowani do zbadania go. Wielokrotnie tunele były wysadzane, aby nie dopuścić do ponownego użycia ich przez nieprzyjaciela. Zadanie badania podziemnych korytarzy otrzymywały specjalne grupy „tunelowych szczurów”, przeszkolonych w tym celu. Byli to przede wszystkim żołnierze szczupli i niskiego wzrostu, aby mogli względnie swobodnie poruszać się w ciasnych tunelach. W walkach pod Cu Chi oprócz żołnierzy 1. Dywizji Piechoty uczestniczyli także ludzie z 25. Dywizji Piechoty Zmechanizowanej. „Tropikalne Błyskawice” jak ich nazywano szczególnie mocno przekonali się o obecności Viet Congu dosłownie pod swoimi stopami.

Wejścia do tuneli były świetnie zamaskowane i trzeba było wytrawnego oka, aby je odnaleźć. Jeśli Amerykanie zbliżyli się zanadto do nich, ukryty strzelec trafiał idącego na przedzie żołnierza, by następnie zniknąć w plątaninie szybów. Amerykanie rozróżniali tunele „gorące” czyli używane i „zimne” czyli opuszczone przez wroga. Wietnamczycy również udoskonalali swoją walkę tunelową. Budowane syfony wodne neutralizowały amerykańskie miotacze ognia czy granaty dymne lub łzawiące. Niektóre od wielu dni „zimne” tunele okazywały się „gorące”. „Szczury tunelowe” napotykały w nich na jeszcze ciepłe jedzenie czy kalendarze z aktualną datą.

Wietnamczycy nazwali obszar wokół Sajgonu IV Okręgiem Wojskowym. Likwidację problemu istnienia w dystrykcie Cu Chi oddziałów Viet Congu Amerykanie planowali przeprowadzić w ramach operacji „Crimp” i „Buckskin” (styczeń 1966 r.). Po przeprowadzeniu bombardowań i ostrzału artyleryjskiego na tereny rozpoznane jako miejsca obecności Viet Congu, w ten rejon zostali przerzuceni żołnierze 1. Dywizji Piechoty. Strategicznie ważnych tuneli Phu My Hung bronił m.in. 7. batalion Viet Congu, porucznika Nguyen Thanh Linha. Przez kilka dni operacji, Amerykanie odkrywali ślady obecności nieprzyjaciela, ale w dziwny sposób wróg pojawiał się i znikał. Ostrzeliwani z ukrycia żołnierze „Wielkiej Czerwonej Jedynki” ponosili kolejne straty. Wreszcie zdali sobie sprawę z  istnienia podziemnych tuneli. Po dokładnych poszukiwaniach odkryli kilka wejść, ale jako że nie byli szkoleni do walki w takich warunkach ich pierwszy kontakt z Viet Congiem pod ziemią nie mógł zakończyć się sukcesem. Jankesi próbowali za pomocą tłumaczy nakłonić wroga do poddania się. Używali także granatów dymnych, aby spróbować wykurzyć nieprzyjaciela. W końcu wysadzili znaleziony tunel, ale „Charlie’s”, jak nazywano partyzantów Viet Congu zniknęli. Niedoświadczeni w walce w nowym terenie, Amerykanie i ich sojusznicy, m.in. Australijczycy i Nowozelandczycy ponosili straty. Jedną z historii, która stała się nauczką dla „tunelowych szczurów” była śmierć kaprala Boba Bowtella, który po wtłoczeniu do szybu dymu wszedł do środka, zaklinował się, a następnie udusił się. Broniący tuneli Wietnamczycy porucznika Linha znienacka ostrzeliwali nadchodzących i niczego nie spodziewających się Amerykanów, powodując wśród nich spore straty i konsternację, ponieważ nijak nie można było dostrzec skąd padały strzały. W taki sposób zginął m.in. dowódca 28. pp podpułkownik George Eyster. Zamaskowane wyjścia z tuneli służyły także partyzantom jako punkty obserwacyjne. Amerykanie byli nieświadomi obecności wroga tuż pod swoimi stopami. Śpiących w nocy żołnierzy 1. i 25. dywizji atakowali pojawiający się znienacka wśród nich Wietnamczycy, którzy obrzucali śpiących granatami lub ostrzeliwali z posiadanej broni, by po chwili zniknąć w kolejnej dziurze.

"Szczury tunelowe" w akcji/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Tunnels_during_the_Vietnam_War#mediaviewer/File:Tunnel_rats.jpg

„Szczury tunelowe” w akcji/ Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Tunnels_during_the_Vietnam_War#mediaviewer/File:Tunnel_rats.jpg

W bazie w Cu Chi działała specjalna szkoła dla nowych „szczurów tunelowych”. Amerykanie próbowali także używać psów do tropienia tuneli i penetrowania ich. Jednak pomysł ten zarzucono ze względu na nikłą skuteczność czworonogów. Viet Cong wydał nawet specjalny podręcznik, w którym scharakteryzowano wytyczne budowy korytarzy, wchodząc w najrozmaitsze szczegóły inżynieryjne. Były one tak skonstruowane, aby w miarę ułatwiać życie pod ziemią, były bezpieczne przed wykryciem, chroniły przed bombami i pociskami artyleryjskimi. Tunele kopano w większości ręcznie co było żmudną pracą. Plusem było to, że ziemia pod Cu Chi była gliniasta, stworzona do powstawania wielu kilometrów tuneli. Kopaniem zajmowali się wieśniacy. Każdy bez względu na wiek miał swój udział w pracach. Na powierzchni maskowano obszar, pod którym ciągnęły się tunele. Wymieniano zwiędłe rośliny na żywe czy uprzątano zeschnięte liście. Ziemia wynoszona z szybów była używana do budowy domów, zagród dla zwierząt. Zasypywano nią także leje po bombach lub transportowano o ile była taka możliwość przy pomocy bawołów w odległe miejsca.

Część tuneli miała tak skonstruowane wejścia, że wsuwający się do środka żołnierz amerykański  mógł jedynie wsunąć się na początku nogami, po chwili odwrócić i wcisnąć się dalej. Był w takiej sytuacji bezbronny, a  czekający Wietnamczyk nie miał problemu, żeby wbić w Amerykanina nóż, udusić go garotą czy zastrzelić go. Zwłoki takiego żołnierza tarasowały przejście, dając partyzantom Viet Congu czas na odwrót lub przygotowanie kolejnych pułapek. Zanim Amerykanie wyciągnęliby rannego lub zabitego towarzysza mijało sporo czasu. Kolejnym krokiem było wrzucenie przez nich granatów, które jednak trafiłyby w próżnię. Kolejne „szczury tunelowe” po znalezieniu się pod ziemią strzelały przed siebie z pistoletów. Jedynym źródłem światła w ciasnych tunelach były ich latarki. Początkowo były to standardowe wojskowe latarki, dopiero później mocowano je na głowach, tak aby „szczury” miały wolne obie dłonie. Amerykanie obwiązywali sobie także kostki za pomocą sznura, aby w razie eksplozji czy zranienia ich koledzy na powierzchni mogli ich szybciej wyciągnąć. „Szczury tunelowe” musiały charakteryzować się mocną psychiką. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy znajdujemy się w ciasnym i ciemnym tunelu. Nie wiemy co jest przed nami. W każdej chwili sufit może się zawalić i pogrzebać nas żywcem.

Tunele posiadały szereg rozgałęzień, dodatkowych zamaskowanych wyjść. Często były w nich wykopane otwory, w których czekali partyzanci uzbrojeni  w karabiny AK-47, standardową broń Viet Congu i Armii Północnego Wietnamu. Otwór taki był przykryty klapą, niewidoczny z kilku metrów w ciasnym i ciemnym tunelu. Kiedy partyzant usłyszał zbliżających się Amerykanów, czekał aż przerwą oni ogień i wychylał się znienacka odrzucając klapę, puszczając serię w kierunku wroga. Wietnamczycy umieszczali w tunelach wydrążone bambusy z jadowitymi wężami, puszki z pająkami i skorpionami, miny – pułapki czy puszki z odbezpieczonymi granatami, które po potrąceniu wypadały, zabijając nieostrożnych żołnierzy US ARMY. W zamaskowanych ścianach tuneli oczekiwali nierzadko Wietnamczycy, którzy po minięciu ich przez „szczura” wysuwali się niepostrzeżenie i od tyłu zakłuwali Amerykanów za pomocą włóczni bambusowych. Wokół wejść do tuneli, Wietnamczycy instalowali pułapki: miny cz zamaskowane dziury w ziemi, na których dnie montowano wyostrzone bambusowe paliki, tzw. paliki „punji”. Wejścia do tuneli znajdowały się nie tylko w dżungli, ale także w wioskach wietnamskich, w chlewach dla świń czy pod kuchniami.

Istnienie wietnamskich tuneli było problemem bazy Cu Chi jak i zagrożeniem dla bezpieczeństwa Sajgonu. W styczniu 1967 r. Amerykanie przeprowadzili operację „Cedar Falls”, której celem było zniszczenie jednostek Viet Congu w tzw. „Żelaznym Trójkącie”, obszarze na północ od Sajgonu. Podczas operacji wg danych amerykańskich zniszczono 525 tuneli. Natomiast Wietnamczycy orzekli po wojnie, że nie było ich więcej jak 100. W okresie od maja do grudnia 1967 r. 25. Dywizja przeprowadziła operację „Kole Kole”, która przyniosła odkrycie 577 tuneli wroga. Szczególnie sprawni w wykrywaniu tuneli byli żołnierze „Zielonych Beretów”. Nauczeni doświadczeniem Wietnamczycy często ustawiali pułapki w miejscach, gdzie odległość między dwoma punktami była najkrótsza, ponieważ Amerykanie często wybierali drogę na skróty. Każdy ze „szczurów tunelowych” stosował własną taktykę poruszania się w szybach. Bardziej doświadczeni udzielali cennych rad żółtodziobom. Walczący w tunelach Amerykanie byli instruowani o wszelkiego rodzaju pomysłach jakie przychodziły do głowom Wietnamczykom, aby skutecznie zwalczać wrogą obecność w tunelach. Niejednokrotnie minowane były zwłoki zabitych partyzantów, pojemniki z mapami i rozkazami, które z ochotą zabierali amerykańscy żołnierze czy pozostawiona broń. W środku tuneli było ciasno, wilgotno i chłodno. „Szczury tunelowe” ściągały oporządzenie, zabierając do środka jedynie pistolet, bagnet i kawałek sznurka lub drutu. Część żołnierzy nosiła także w uchu mikrofon i słuchawkę. Pistolety były zaopatrzone w tłumik. Ale każdy z Amerykanów dobierała swój własny sprzęt wedle własnego uznania. Niektóre tunele były tak ciasne, że aby móc wycofać się, żołnierz musiał poruszać się „rakiem”.

Jedno z wejść do tuneli (stan obecny) / Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Cu_Chi_Tunnel#mediaviewer/File:Cu_Chi_Tunnel_Entry_(1).jpg

Jedno z wejść do tuneli (stan obecny) / Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Cu_Chi_Tunnel#mediaviewer/File:Cu_Chi_Tunnel_Entry_(1).jpg

Amerykańskie lotnictwo przeprowadzało bombardowania dystryktu Cu Chi. Przesiedlano wioski z wieśniakami. Używano chemicznych środków służących do niszczenia dżungli. Ale to nic nie dawało. Tunele nadal spełniały swoją funkcję. Niszczone przez wojska amerykańskie szyby były częstokroć odbudowywane przez Wietnamczyków. W wykrywaniu tuneli Amerykanie stosowali także ADSID – Air Delivered Seismic Intruder Device, które wykrywało odgłosy aktywności w konkretnym rejonie. Po wychwyceniu tego typu odgłosów okolica była ostrzeliwana przez amerykańską artylerię. Jankesi używali także Sejsmicznego Detektora Tuneli. Innym pomysłem było „gubienie” podczas startu śmigłowców nadajników radiowych, które chętnie zabierali „Charlie’s”. Radia były zaopatrzone w pluskwy, dzięki którym identyfikowano miejsca, gdzie drążone są tunele.

Jak wyglądało życie pod ziemią? W tunelach istniały małe wnęki „sypialne”, ale także normalne łóżka polowe, szpitale, kuchnie, drukarnie, magazyny żywności i broni, warsztaty produkujące broń czy centra dowodzenia. Istniały tutaj także czasowe cmentarze! Kuchnie były tak skonstruowane, aby wydostający się dym nie ułatwiła lokalizacji tunelu, w którym się znajdowały. Pomimo jednak starań wietnamskich inżynierów, życie pod ziemią nie było przyjemnością. Zdarzały się przypadki, że pod ziemią przetrzymywano amerykańskich jeńców. W większych pomieszczeniach odbywały się komunistyczne pogadanki, a także wyświetlano filmy. Szpitale czy warsztaty produkujące broń były oświetlane za pomocą żarówek zasilanych przez benzynowe prądnice lub poprzez pedałowe generatory. W pozostałych przypadkach ciemności rozświetlały kaganki robione na bazie butelek czy łusek po pociskach. Viet Cong zaminowywał magazyny żywności, zdarzało się, że w każdym ze znalezionych worków z ryżem znajdowała się mina. Wietnamscy saperzy instalowali ładunki wybuchowe w amerykańskich długopisach. Do produkcji granatów – samoróbek używali pozostawionych w dżungli amerykańskich puszek. Konsternację wśród amerykańskich żołnierzy badających tunele Cu Chi było odnalezienie pod ziemią rozłożonego na części czołgu M-48 „Patton”, który to pojazd Viet Cong uprowadził żołnierzom armii Południowego Wietnamu. Oczywiście jeśli chodzi o załatwianie potrzeb fizjologicznych to wietnamscy inżynierowie nie mogli wymyślić żadnej sieci kanalizacyjnej. Zazwyczaj w tunelach wykopywano dół do wiadomych celów. Ewentualnie instalowano gliniane dzbany, które za każdym razem zatykano pokrywami. Do tego smrodu dochodził „zapach” spoconych i niemytych przez wiele dni ciał. Oczywiście w takich warunkach nie było mowy o utrzymywaniu świeżości produktów żywnościowych. Lodówek Viet Cong nie posiadał. Mieszkańcy tuneli próbowali wyprawiać się do rzek, by łowić ryby. Na powierzchni sadzili także maniok czy kasawę. Polowali także na szczury, które były częstym składnikiem diety partyzanta Viet Congu. Oczywiście nie wszystkie tunele były w stanie wytrzymać uderzenie pocisku czy bomby. Podobnie było, gdy na tunel najechał amerykański czołg, miażdżąc znajdujących się akurat na najwyższym poziomie żołnierzy Ho Chi Minha.

Aby wykurzyć wroga z szybów, Amerykanie. używali miejscami miotaczy płomieni. Do wnętrza wlewano benzynę, którą następnie podpalano. Wietnamczycy, którzy nie zdążyli uciec ginęli w strasznych męczarniach. Penetrujący tunele żołnierze ostrzegali swoich kolegów na powierzchni, aby mieli na uwadze, że ze względu na nierozpoznany układ szybów, w każdej chwili mogą pojawić się na górze w innym miejscu niż weszli. Obawiali się, że któregoś z nich zaświerzbią palce i odstrzeli im głowę.

Tunele Cu Chi są do dzisiaj symbolem oporu komunistów wietnamskich przeciwko Stanom Zjednoczonym. Ci, którzy uczestniczyli w walkach w rejonie Cu Chi, w latach 1965-1973 wspominają jak ciężki był to okres. Dzisiaj część tuneli udostępniana jest turystom. Odwiedzają je także weterani armii amerykańskiej.

Komentarze

Absolwent historii UMCS. Jego zainteresowania to historia XX-lecia międzywojennego, front wschodni podczas II Wojny Światowej, historia wojsk powietrznodesantowych oraz dzieje Waffen SS.

Najpopularniejsze posty