Ćwiczenia antyterrorystyczne przeprowadzone w Gimnazjum im. Księdza Walentego w Jankowicach jako jeden z przykładów edukacji społeczeństwa w tym zakresie / http://www.policja.pl/
Ćwiczenia antyterrorystyczne przeprowadzone w Gimnazjum im. Księdza Walentego w Jankowicach jako jeden z przykładów edukacji społeczeństwa w tym zakresie / http://www.policja.pl/

Zamachy w Europie – komentarz eksperta [WYWIAD]

Analizując ostatnie zamachy można dostrzec odmienny niż dotychczas sposób działania zamachowców. O ile w Sztokholmie i Londynie zamachowcy skupili się na tzw. celach “miękkich”, to w Paryżu celem zamachu byli funkcjonariusze policji. Czy działania te stanowią swoisty przekaz dla społeczeństw zachodnich, że ich władze nie są w stanie zapobiegać zamachom? Jak powinniśmy zachować się w sytuacji ewentualnego zamachu, aby zmaksymalizować nasze szanse na przeżycie? Dlaczego podczas imprezy masowej podwyższonego ryzyka w Manchesterze doszło do kolejnego zamachu? Na te i inne pytania odpowiada ekspert w zakresie ochrony fizycznej, bezpieczeństwa imprez masowych oraz bezpieczeństwa tłumów – Bartosz Grduszak.

Minęło zaledwie kilka miesięcy od naszego poprzedniego wywiadu i z przykrością muszę stwierdzić, że poziom zagrożenia terrorystycznego w Europie wciąż utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie. W tym czasie miało miejsce jeszcze wiele innych zdarzeń terrorystycznych, również poza naszym regionem, jak chociażby w Rosji, czy w Egipcie. Skupie się jednak na wydarzeniach w Europie, a pierwszej kolejności na zamachach w Sztokholmie i Paryżu.

Mapa ryzyka terroryzmu i przemocy politycznej w 2017 roku / Risk Advisory Group

Mapa ryzyka terroryzmu i przemocy politycznej w 2017 roku / Risk Advisory Group

W tym pierwszym przypadku chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż ciężarówka będącą narzędziem zamachu była wypełniona materiałami wybuchowymi. Z kolei zamachowcy w Paryżu sięgnęli po broń palną otwierając ogień do funkcjonariuszy tamtejszej policji. Sposób przygotowania i przeprowadzania zamachów wydaje się różnić od dotychczasowych metod terrorystów islamskich w Europie. Z czego Pana zdaniem wynika ta różnica, i czy możemy mieć do czynienia z tendencją do organizowania zamachów na funkcjonariuszy służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli?

Moim zdaniem sposób przeprowadzenia zamachu jest mało istotny, a w przypadku tego rodzaju terroryzmu w zasadzie bez znaczenia. Ważny jest za to jego skutek, czy to w postaci śmierci dużej liczby osób, czy polegający na spotęgowaniu strachu wśród mieszkańców Europy. Oczywiste jest, że duża liczba ofiar wiąże się również z szerokim oddźwiękiem w społeczeństwie. Chciałbym jednak zauważyć, że odpowiednio skierowany atak nie musi wcale doprowadzić do śmierci wielu osób, by nasilić strach w społeczeństwie. Faktem jest również to, że terroryści wymyślają nowe formy ataków, ponieważ strach ma zdolności adaptacyjne. Ludzie baczniej obserwują innych np. podczas wsiadania do samolotu i jazdy pociągiem niż podczas zakupów na jarmarku bożonarodzeniowym lub spaceru po moście. Terroryści chcą pokazać, że nigdzie nie możemy czuć się bezpiecznie.

Mam również wrażenie, że od pewnego czasu mamy do czynienia z formą ataków, która działa na nas podwójnie tzn. dwukierunkowo. Nie dość, że boimy się o własne życie to jeszcze terroryści wzbudzają w nas uczucie braku bezpieczeństwa i wywołują wrażenie bezradności tych, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo. Mam tu na myśli szczególnie atak na funkcjonariuszy w Paryżu. Islamski terrorysta otworzył ogień do policjantów na służbie – mógł przecież strzelać do zupełnie przypadkowych osób – wówczas ofiar byłoby zdecydowanie więcej. Za cel obrał jednak tych, którzy z założenia tworzą fundament stabilnego i bezpiecznego państwa i na co dzień chronią obywateli. Tego rodzaju ataki destabilizują bezpieczeństwo i są pewnego rodzaju komunikatem dla Europejczyków, że ataki dżihadystów to wcale nie pojedyncze incydenty, lecz wojna partyzancka prowadzona przeciwko naszej cywilizacji i wartościom.

Uważam, że warto zastanowić się nad tym skąd zamachowcy pozyskali broń palną i materiały wybuchowe. Nie było to z pewnością proste przedsięwzięcie logistyczne. Czy Pana zdaniem stały za tym dobrze zorganizowane komórki terrorystyczne, czy też pozyskanie tych narzędzi zamachu wiązało się z nawiązaniem przez terrorystów współpracy z lokalnymi grupami przestępczymi, co jest obecnie często spotykaną praktyką?

Niemieckie służby już w 2015 roku alarmowały, że wraz z falą „uchodźców” napłynęło do Europy blisko milion sztuk broni palnej. Proceder ten jeszcze do niedawna kwitł dzięki polityce „otwartych ramion”. Wiadomo, że służby graniczne i policja niechętnie kontrolowały imigrantów z obawy o reakcję polityków rządzących Europą. To pozwala przypuszczać, że spora ilość broni była najprawdopodobniej szmuglowana do Europy przez osoby, które natychmiast po przybyciu na nasz kontynent „rozpływały się w powietrzu”, nigdy nie stawiając się w punkcie rejestracyjnym.

Z drugiej strony wiadomo, że islamiści osadzeni w zakładach karnych na terenie Europy Zachodniej mają ogromny wpływ na swoich współwięźniów. Taki skazaniec po przejściu na islam może liczyć na wsparcie, czy nawet pewne przywileje i ulgowe traktowanie w zamian za lojalność, przez co osoby związane wcześniej ze zorganizowaną przestępczością decydują się na konwersję. Wiadomo także, że wśród Czeczenów migrujących szczególnie do Niemiec jest wielu takich, którzy trudnią się przestępczością zorganizowaną. To są ludzie bardzo podatni na radykalizację i wpływy Salafitów. W takim środowisku naprawdę nie trudno o broń palną.

Kolejny, niedawny zamach podczas koncertu amerykańskiej piosenkarki w Manchesterze, w którym zginęło przeszło 20 osób, w tym również polskie małżeństwo stwarza natomiast uzasadnione wątpliwości, co do poziomu zabezpieczeń tego typu imprezy masowej. Co więcej, od dawna w Wielkiej Brytanii obowiązywał czwarty, w pięciostopniowej skali poziom zagrożenia terrorystycznego. Co Pana zdaniem zawiodło?

Zacznijmy od tego, że ładunek wybuchowy nie został zdetonowany na terenie imprezy masowej. Impreza masowa, bez względu na to gdzie jest organizowana, zawsze podlega określonym rygorom bezpieczeństwa. Przygotowanie zamachu podczas masowego wydarzenia, jest o wiele trudniejsze, niż w jego okolicy, tuż po zakończeniu wydarzenia, gdy w jednej chwili z obiektu wychodzi kilkaset osób. Zamachów na obszarach imprez masowych jak dotąd było bardzo niewiele. Przypuszczam, że Pan, jak i większość Państwa czytelników o takich zamachach nawet nie słyszało.

Moim zdaniem tej sytuacji nie należy rozpatrywać, jako niepowodzenia służb, gdyż tak naprawdę nie ma w 100% skutecznych narzędzi antyterrorystycznych. Dzisiaj wpływ na powszechne bezpieczeństwo ma nie tylko Policja, ale także każdy obywatel z osobna, czy nawet wszelkiego rodzaju media. Służby, dzięki pozyskiwanym informacjom mają często możliwość zapobiegnięcia zamachowi już na etapie jego przygotowywania. To jednak dotyczy najczęściej zorganizowanych grup i niekoniecznie terroryzmu inspirowanego dżihadem, który jest prosty i brutalny, oraz nie wymaga szczególnego planowania i przygotowania. Można powiedzieć, że dżihadyści działają spontanicznie i całkowicie nieprzewidywalnie.

Jeżeli miałbym wskazywać to, co rzeczywiście zawiodło, to wskazałbym na nierozważne decyzje rządzących, którzy poprzez politykę „otwartych rąk” doprowadzili do tego, że islamscy terroryści wraz z tysiącami imigrantów spoza Europy przedostali się na nasz kontynent. Pogląd taki może uchodzić za „niepoprawny politycznie”, jednakże niezaprzeczalnym faktem jest to, że nasilenie zamachów inspirowanych przez Państwo Islamskie ma ścisły związek z napływem imigrantów spoza Europy.

Liczba aresztowanych podejrzanych o związki z terroryzmem islamskim w krajach Unii Europejskiej w 2016 roku / EUROPOL

Liczba aresztowanych podejrzanych o związki z terroryzmem islamskim w krajach Unii Europejskiej w 2016 roku / EUROPOL

Słyszałem ostatnio zarzuty kierowane pod adresem prywatnego sektora ochrony w państwach zachodnich odnośnie niskiej jakości oferowanych usług i kwalifikacji pracowników ochrony. Dotyczy to zarówno zabezpieczenia imprez masowych, jak i pracy na obiektach użyteczności publicznej narażonych na zamachy. Co Pana zdaniem należy zrobić, aby pracownik ochrony był jednym z ogniw antyterrorystycznych i odpowiednio zareagował w sytuacji kryzysowej? Czy jest możliwe pogodzenie minimalizacji kosztów z koniecznością zapewnienia wysokiej jakości świadczonych usług?

Często powtarzam, że jeżeli popadniemy w rutynę i uznamy, że na naszej imprezie, obiekcie, czy gdziekolwiek indziej jest bezpiecznie, to tak naprawdę już przegraliśmy. Bezpieczeństwo to stan względny, zależny od wielu czynników, a jednym z nich jest niestety pieniądz.

Prosty przykład, zdarzenie jakie miało miejsce na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy w 2015 roku. Jak się okazało szefem zabezpieczenia podczas tego eventu był mężczyzna dorabiający w ochronie, a na co dzień pracujący jako motorniczy w tramwaju. O ile taka osoba może mieć pojęcie na temat bezpieczeństwa w ruchu drogowym, tak moim zdaniem nie jest kompetentna do zarządzania bezpieczeństwem podczas imprezy masowej. Tragedia, do jakiej tam doszło, to z jednej strony skutki oszczędzania na zabezpieczeniu imprezy, czyli m.in. zatrudnianie na stanowiskach funkcyjnych osób niekompetentnych, a tym samym tańszych. Z drugiej zaś strony jest to również skutek braku weryfikacji osób zatrudnianych w agencjach ochrony oraz bylejakość szkoleń i deficyt pracowników z odpowiednią wiedzą, umiejętnościami i predyspozycjami.

Odnosząc się jednak do sedna sprawy, nie da się pogodzić wysokiej jakości usług z minimalizacją kosztów ochrony. Zarówno agencja ochrony, jak i pracownik musi ponosić koszty, by podnosić poziom świadczonych usług, a kontrahent musi liczyć się z tym, że utrzymanie bezpieczeństwa na odpowiednim poziomie kosztuje.

Chciałbym teraz zapytać o kolejny zamach. Tym razem uwagę świata przykuwa Grecja, gdzie w wyniku eksplozji koperty pułapki zostaje ranny były premier tego kraju. Zamach ten nie ma nic wspólnego z omawianymi wczesnej przypadkami, chociażby ze względu na wybór celu oraz specyfikę ugrupowań terrorystycznych działających od dawna w tym kraju. Jaki przekaz niesie ze sobą ten zamach i które z radykalnych ugrupowań może być za nie odpowiedzialne?

Zamach na byłego premiera Grecji bardzo przypomina te organizowane przez Konspiracyjne Komórki Ognia – SPF ( gr. Synomosia Pyrinin tis Fotias -). Anarchiści spod parasola SPF dokonują ataków na banki, budynki rządowe, instytucje państwowe i polityków. Sposób przeprowadzanych przez nich zamachów jest dość charakterystyczny – od podpaleń za pomocą butelek z benzyną i kanistrów propanu owiniętych w nasączoną benzyną szmatę, po podkładanie bomb domowej roboty i rozsyłanie wybuchowych przesyłek. Terroryści występujący pod szyldem SPF nie mają zdefiniowanych wyraźnych struktur organizacyjnych, lecz łączy ich wspólny cel. Pod względem filozoficznym są nihilistami, a ich sposób walki przypomina działania partyzanckie – zamachy organizowane są przez małe grupy. Bardziej zorganizowane Konspiracyjne Komórki Ognia publikują manifesty, w których wprost deklarują miejską wojnę przeciwko kapitalizmowi i społeczeństwu konsumpcyjnemu. Na terenie Grecji, a w szczególności Aten takie Konspiracyjne Komórki Ognia działają od kilku lat i co jakiś czas dają o sobie znać. Ich głównym celem jest doprowadzić do upadku obecnego systemu politycznego.

Zamach na London Bridge w Londynie, gdzie rannych zostało ponad 40 osób został przeprowadzony przez fanatyków islamskich w pierwsze dni Ramadanu. Podejrzewam, że w tym okresie takich zamachów może być więcej. Moim zdaniem za szybko obniżono poziom zagrożenia terrorystycznego po ostatnim zamachu, co wiązało się z ograniczeniem środków prewencyjnych. Czy oprócz dotychczasowych środków powinny zostać wprowadzone dodatkowe środki bezpieczeństwa, zwłaszcza w miejscach szczególnie narażonych na potencjalne zamachy? Jeśli tak, to jakie miały by być to środki? 

Nie będę czarował i powtarzał tego, co na ten temat było nieraz już powiedziane. Zwrócę jednak uwagę, że wciąż tylko dużo się mówi, śle wyrazy współczucia, maluje kredą i opuszcza flagi do połowy masztów, i dzieje się tak coraz częściej. Brak jest natomiast twardych reakcji ze strony rządzących. Od blisko dwóch lat niewiele się zmieniło, a Europejczycy nadal są karmieni jedynie zapewnieniami. Jak się okazuje zastosowane do tej pory działania prewencyjne często nie zdają egzaminu i godzą wyłącznie w wolności obywateli. Moje zdanie w tej kwestii może bulwersować, ale uważam, że z barbarzyńcami należy rozmawiać wyłącznie w ich języku, czyli za pomocą siły i przemocy. Wobec terroryzmu potrzeba twardej i konsekwentnej polityki.

Uważam także, że obywateli należy „przeprogramować” w taki sposób by stali się aktywnym zasobem prewencji antyterrorystycznej. Niestety w tej kwestii również dużo się mówi, lecz mało robi. Wielu moich znajomych często mi zadaje pytanie: w jaki sposób zachować się w sytuacji zagrożenia? Zawsze odpowiadam, że w takiej sytuacji są w zasadzie skazani wyłącznie na siebie i swoje umiejętności. Wówczas następuje uświadomienie sobie faktu, że nikt wcześniej nie dał im odpowiednich narzędzi, nie pokazał jak i nie nauczył, co robić w obliczu niebezpieczeństwa. W pewnym sensie taki człowiek dał się ubezwłasnowolnić systemowi i w pełni zawierzył organizacji państwowej, że ta jest zdolna zapewnić jemu bezpieczeństwo absolutne. To niestety tylko pozory i ułuda. W rzeczywistości okazuje się bowiem, że osoba, która nie ma dostępu do broni, nie jest przeszkolona, nie posiada odpowiedniej wiedzy oraz nie potrafi walczyć, w sytuacji zagrożenia może co najwyżej zawierzyć swojemu instynktowi lub schować głowę w piasek. Najwyższy czas, by to zmienić!

Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, iż dzięki sprawnej interwencji londyńskiej policji i innych służb, a także samodzielnych działań samych mieszkańców udało się ograniczyć liczbę ofiar. Jak Pana zdaniem powinna wyglądać współpraca służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ze społeczeństwem?

Moim zdaniem zamachy, z którymi mieliśmy do czynienia w Europie na przestrzeni ostatnich 2 lat, to dopiero preludium tego, co czeka nas w przyszłości. Nie sądzę również, że terroryzm jakimś cudem ominie Polskę, mamy przecież w Europie otwarte granice. Ponadto w szeregach ISIS walczy kilkudziesięciu Polaków, którzy po klęsce Daesh będą próbowali tu wrócić, a kraj, w którym znaczna część obywateli to chrześcijanie, może okazać się doskonałym celem ataku.

Niestety, służby są w zasadzie bezsilne, jeżeli nie posiadają informacji. Dlatego uważam, że we współczesnym świecie kontrwywiad obywatelski to podstawa solidnej prewencji antyterrorystycznej. Każdy obywatel naszego państwa powinien wiedzieć, na co zwrócić uwagę w swoim otoczeniu, kogo poinformować i jak się zachować w momencie zagrożenia, a służby i eksperci powinni tę wiedzę rozpowszechniać.

Nie powinno być problemem dla Komendy Wojewódzkiej, Miejskiej, czy nawet delegatury ABW, by wygospodarować obiekt od miasta, gdzie można by przeprowadzać spotkania otwarte z funkcjonariuszami? Moim zdaniem współpraca służb ze społeczeństwem powinna opierać się przede wszystkim na zaufaniu i pogłębianiu świadomości obywateli. To na pewno zaprocentuje.

Co zrobić, aby zwykli ludzie byli bardziej świadomi tego jak zachować się w obliczu zamachu? Dlaczego nadal w Polsce nie ma spójnego systemu edukacji antyterrorystycznej, który zdaniem ekspertów jest tak bardzo potrzebny?

Niedawno jeden z moich kolegów z branży zdradził mi, że jego dziecko chodzi do prywatnego przedszkola, gdzie dwa razy do roku organizowane są ćwiczenia, o których informowani są wyłącznie pracownicy placówki oraz rodzice dzieci. Polegają one na tym, że pozorowana jest sytuacja kryzysowa. Cały budynek jest zadymiany, dzieci otrzymują od przedszkolanek polecenia i pod nadzorem opiekunek ewakuują się z budynku. Świetna sprawa! O to właśnie chodzi, by już od najmłodszych lat oswajać ludzi z takimi sytuacjami i uświadamiać im, że świat nie zawsze jest bezpieczny i że zawsze trzeba być przygotowanym na sytuację, która może wymagać od nas niecodziennych umiejętności i wiedzy.

Rządzący mając pojęcie o zagrożeniach współczesnego świata powinni zacząć wdrażać programy edukacyjne skierowane do wszystkich obywateli. Ćwiczenia z ewakuacji, czy postępowania w sytuacji zagrożenia powinny być ujęte w programach nauczania już od najmłodszych lat. Wdrożenie takiego programu nie jest jednak proste.

Po pierwsze, tak naprawdę nie ma komu stworzyć takiego systemu. Jest sporo kompetentnych ludzi w branży, jednakże nie są oni często chętni do współpracy. Obserwuję środowisko od lat i szczerze mówiąc mógłbym wyodrębnić kilka „obozów” rywalizujących pomiędzy sobą, które mają problem z uznaniem autorytetu innych ekspertów w branży i próbują stworzyć sobie monopol. Jednak, aby taki kompleksowy system edukacji AT stworzyć potrzebna jest wiedza wielu ekspertów. Samemu nikt tego nie udźwignie. Po drugie, mówi się, że „jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze” i coś w tym jest, gdyż opracowanie takiego systemu to kosztowne przedsięwzięcie. To nie jest jednorazowy wydatek, lecz dodatkowe stałe koszty obciążające budżet państwa. Po trzecie, wdrażanie systemu edukacji antyterrorystycznej wiąże się z kolejnymi zmianami w systemie edukacji i programach nauczania, a w konsekwencji z koniecznością zatrudnienia odpowiednio wykwalifikowanych osób przez placówki edukacyjne. Obawiam się, że nie mamy w kraju tylu ekspertów, by chociażby szkoły w jednym województwie obsadzić odpowiednią kadrą, zdolną do rzetelnej realizacji zajęć w zakresie antyterroryzmu wśród dzieci i młodzieży. Przeszkód i ograniczeń jak widać jest sporo.

Według potwierdzonych doniesień zamachowcy mieli na sobie atrapy pasów szahida. Czy chodziło o spotęgowanie efektu psychologicznego?

Dostrzegam dwa powody takiego działania. Oczywiście sprawcy ataku mogli liczyć na to, że informacja o pasach szahida utrwalona w przekazie medialnym spotęguje skalę strachu. Dla terrorystów ważne było to, by informacja obiegła świat, a to czy pasy były prawdziwe, czy fałszywe było w gruncie rzeczy mało istotne.

Oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że media w trakcie relacji „na gorąco” nie są w stanie poinformować o wszystkich szczegółach. Z kolei większość odbiorców koduje wyłącznie pierwotny przekaz wiadomości i nie śledzi tego, co dzieje się później. To wszystko sprzyja nieustannemu nakręcaniu spirali strachu.

Wydaje mi się również, że takie działanie mogło służyć wprowadzeniu w błąd m.in. policjantów biorących udział w akcji. Terroryści prawdopodobnie liczyli na to, że funkcjonariusze zawahają się użyć broni palnej w stosunku do osób z przyczepionym do korpusu podejrzanym przedmiotem, nie mając pewności czy jest to prawdziwa bomba, czy tylko atrapa. W takiej sytuacji nawet celny (śmiertelny) strzał oddany w kierunku zamachowca jest bardzo ryzykowny, gdyż mimo wszystko obezwładnienie napastnika może doprowadzić do detonacji zawieszonego na nim ładunku.

Przejdę teraz do wydarzeń z Turynu. Mamy tutaj typowy przykład mechanizmów znanych z psychologii tłumu. Czy tego typu zachowania są emanacją lęków, które podsycane są przez zamach a doniesienia medialne o kolejnych zamachach? Jak przeciwdziałać podobnym sytuacjom w przyszłości? 

Terroryzm to festiwal strachu, a to, co stało się w Turynie jest przykładem jego konsekwencji. Takie sytuacje nie są czymś nowym i każdy rodzimy ekspert branży bezpieczeństwa wie, że nawet krzyknięcie słowa „bomba” w tłumie ludzi może skończyć się tragedią. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, co wywołuje u ludzi podobne reakcje.

Powszechnie tego typu zdarzenia tłumaczy się „wybuchem paniki”. Jednak „panika” w rzeczywistości nie ma zupełnie nic wspólnego z zachowaniem ludzi w sytuacji zagrożenia. Uważam, że samo mówienie o „panice” w kontekście tego typu zdarzeń świadczy o braku elementarnej wiedzy w tym zakresie. Niestety bardzo wiele osób, w tym również rodzimych ekspertów ds. bezpieczeństwa powiela mity ukute przez XIX wiecznych teoretyków. Współcześni badacze tłumów już kilka lat temu zanegowali istnienie „paniki” jako zjawiska masowego.

Kluczem do prawidłowego zrozumienia tego, co dzieje się z tłumem w sytuacji zagrożenia jest rozróżnienie uczuć lęku i strachu. W obu przypadkach powstają identyczne reakcje somatyczne, emocjonalne, jak i behawioralne. Różnica polega jednak na przyczynie (bodźcu), wywołującej te uczucia. Patologiczny lęk i napady paniki, w przeciwieństwie do strachu, są stanami emocjonalnymi niezwiązanymi z bezpośrednim zagrożeniem. Z kolei strach to nie tylko uczucie powstałe w wyniku realnego niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia, to także, a może przede wszystkim nasz sprzymierzeniec i naturalny mechanizm obronny, który determinuje organizm do podjęcia walki lub natychmiastowej ucieczki. Dzięki niemu wyostrzają nam się zmysły, a mięśnie są zdolne do maksymalnego wysiłku. Ponadto strach to uczucie, które wymaga dwóch przesłanek: świadomości zagrożenia i poczucia bezradności wobec niego. Bez poczucia bezradności niebezpieczeństwo traci swoją destrukcyjną siłę. Właśnie po to, aby to poczucie bezradności minimalizować, bardzo ważną rzeczą są szkolenia.

Ważną cechą strachu jest jego adaptowalność. Każdy z nas na pewno zna uczucia, jakie towarzyszą nam podczas robienia pewnych czynności po raz pierwszy. Z czasem, gdy nabywamy doświadczenia, uczestniczymy w szkoleniach, posiadamy umiejętności i wiedzę poziom odczuwalnego strachu maleje. Wzrasta natomiast pewność siebie i wola walki co w przypadku realnego zagrożenia może zadecydować o naszym przetrwaniu.

Aby jeszcze lepiej zrozumieć ten mechanizm wystarczy porozmawiać np. ze strażakiem i zapytać, co czuł, gdy wyjeżdżał na swoją pierwszą akcję, a następnie, jakie uczucia towarzyszą mu po paru latach pracy. Oczywiście wciąż będzie odczuwał strach, ale w znacznie mniejszym stopniu niż na początku. Co więcej, nabyte przez niego doświadczenia, wyszkolenie i umiejętności dają mu pewność siebie, pomagają zachować zimną krew i umożliwiają racjonalne myślenie nawet w sytuacji zagrożenia życia. Dodatkowym bodźcem motywującym jest świadomość pracy w zespole podobnych sobie ludzi. To wszystko powoduje, że strach odczuwany przez strażaka z czasem jest minimalizowany.

Bartosz Grudszak - absolwent Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Poznaniu w specjalności psychologia w zarządzaniu bezpieczeństwem biegły, sądowy w zakresie ochrony fizycznej, bezpieczeństwa imprez masowych oraz bezpieczeństwa tłumów. Redaktor naczelny serwisu www.OchronaImprezMasowych.pl i autor bloga www.DoktorSteward.pl. Członek Polskiego Stowarzyszania Pracowników Ochrony, Od blisko 10 lat związany z sektorem prywatnym bezpieczeństwa. Obecnie realizuje się zawodowo jako specjalista-koordynator w spółce o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa.

Bartosz Grudszak – absolwent Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Poznaniu w specjalności psychologia w zarządzaniu bezpieczeństwem, biegły sądowy w zakresie ochrony fizycznej, bezpieczeństwa imprez masowych oraz bezpieczeństwa tłumów. Redaktor naczelny serwisu www.OchronaImprezMasowych.pl i autor bloga www.DoktorSteward.pl. Członek Polskiego Stowarzyszania Pracowników Ochrony. Od blisko 10 lat związany z sektorem prywatnym bezpieczeństwa. Obecnie realizuje się zawodowo jako specjalista-koordynator w spółce o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa.

Ostatnio miałem okazję uczestniczyć w konferencji naukowej, której przedmiotem były między innymi metody zwalczania zagrożeń terrorystycznych. Jednym z zagadnień poruszanych na konferencji była rola mediów i rzeczników prasowych instytucji państwa w przekazywaniu informacji o zaistniałym zamachu. W takiej sytuacji zauważalne są bowiem rozbieżności pomiędzy tym, co przekazują media komercyjne, a rzecznicy instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Dotyczy to na przykład liczby ofiar, czy przebiegu zdarzenia. Tworzy to niepotrzebny chaos informacyjny. Co Pana zdaniem możemy zrobić w tym zakresie?

Jak już wcześniej wspomniałem bronią terrorystów nie są karabiny, bomby czy ciężarówki. Prawdziwą bronią jest strach. Co więcej, to właśnie media okazują się być największym sprzymierzeńcem terrorystów. Dzięki mediom zamachowcy osiągają swój cel. Nie twierdzę, aby media nie podawały informacji dotyczących incydentów terrorystycznych. Uważam jednak, że informacje przez nie przekazywane powinny być wcześniej konsultowane z rzecznikami służb. Nie wszystko to, co relacjonowane jest „na gorąco” ma później odzwierciedlenie w faktycznym przebiegu zdarzeń i powinno trafiać do opinii publicznej. Jeżeli terroryści z Londynu mieli na sobie fałszywe pasy szahida, to taka informacja społeczeństwu nie jest do niczego potrzebna, a mimo to wspomina się o tym i niepotrzebnie eskaluje strach. Ponadto społeczeństwo nie potrzebuje filozoficzno-socjologicznych wywodów odnośnie kolejnych, przypuszczalnych zamachów, bo wynika z nich tylko tyle, że: może kolejny zamach będzie tu, może gdzie indziej, w każdym razie uważajmy, ponieważ nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Takie komunikaty niepotrzebnie napędzają spiralę strachu a właśnie o to chodzi terrorystom.

Dlatego przekaz medialny – podobnie jak w przypadku innych tragedii i katastrof – powinien być ograniczony do niezbędnego minimum a przede wszystkim rzetelny. Powinien zawierać komunikat z podstawowymi informacjami o zdarzeniu oraz ewentualne wskazówki edukujące społeczeństwo o tym, co robić, czego unikać, kogo poinformować, jak reagować w przypadku wystąpienia takiego zagrożenia. Zamiast tego największe stacje telewizyjne z zamachów terrorystycznych robią coś w rodzaju talk-show. Niestety nadmiar informacji o zdarzeniu niczemu dobremu nie służy i nikomu nie pomaga. Ograniczając i ujednolicając przekaz medialny zminimalizujemy siłę rażenia najpotężniejszej broni terrorystów, jaką jest strach.

Dlaczego zarówno przedstawiciele władz, jak i służb w państwach europejskich dotkniętych zamachami w kontekście ostatnich zamachów używają pojęcia „incydent”. Chodzi tu o uspokajanie społeczeństwa, czy może o poprawność polityczną? Ile osób musi jeszcze zginąć, aby nazwać rzeczy po imieniu i adekwatnie zareagować?

Tego typu terminologia nie ma nic wspólnego z polityczną poprawnością. W języku branżowym słowem „incydent” określamy różnego rodzaju nagłe i niezbyt częste zdarzenia, zajścia, wypadki, etc. Incydenty naruszające bezpieczeństwo zakłócają ład i porządek publiczny oraz występują wbrew powszechnie przyjętym normom i zwyczajom. Samo również słowo „incydent” pochodzi z języka łacińskiego i znaczy tyle, co „zdarzać się”.

Atak terrorystyczny nie jest niczym powszechnym – tego typu sytuacje kryzysowe po prostu się zdarzają, dlatego właśnie nazywamy je incydentami. Nie ma w tym nic zdrożnego. Termin „terroryzm” ma charakter pejoratywny, a więc zwrot „incydent terrorystyczny” w żaden sposób nie jest w stanie umniejszyć negatywnego przekazu tragicznego w skutkach zdarzenia i jest jak najbardziej właściwy. Martwić powinniśmy się wówczas, jeżeli komuś wpadnie do głowy terrorystów nazywać „bojownikami o wolność”…

Miejmy zatem nadzieję, że takie metody nigdy nie będą w żaden sposób usprawiedliwiane. Bardzo dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi.

Komentarze

Absolwent Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej w Warszawie (obecnie Akademii Sztuki Wojennej). Instruktor strzelectwa sportowego i zagorzały fan trekkingu. Członek grupy rekonstrukcyjnej SPAP Wojkowice i Stowarzyszenia "Głos bohatera". Do jego zainteresowań należą między innymi zagadnienia związane z współczesnym terroryzmem, społecznymi inicjatywami w obszarze bezpieczeństwa i obronności oraz zarządzaniem w sytuacjach kryzysowych.

Najpopularniejsze posty